sobota, 14 października 2017

Rozdział 10.

Witajcie w rozdziale dziesiątym! Opuszczamy na chwilę Hogwart by przenieść się do świata mugoli! Czy Draco znajdzie w nim swoje miejsce? Zapraszam do lektury!

*~~~~~~~*~~~~~~~*

"Błądzę w ciemnościach wspomnień i w rezultacie mylę się w rzeczach bardzo zasadniczych." - Antoine de Saint-Exupéry,Mały Książę.

*

Cienka warstwa świeżego śniegu pokryła ulice i ogrody. Pierwszy raz od lat biały puch nie topniał wraz z dotknięciem ziemi, lecz czystą, jasną kołdrą pokrył wszystko dookoła. Temperatura wskazywała do minus dziesięciu stopni, więc większość ludzi okopała się we własnych, ciepłych domach i ani myśleli stamtąd wychodzić.  Jednak on już nie mógł się doczekać by spakować walizkę i wyjść frontowymi drzwiami. Choć minęły dopiero dwa dni świąt, czuł że powoli ma dosyć. Cieszył się z obecności ciotki Andromedy i  małego Teddyego, jednak nieuchronna wizja kolacji z państwem Greengrass przyprawiała go o ból żołądka. Wpatrywał się w krajobraz za oknem i gdy poczuł że coś szarpie go za nogawkę czarnych spodni spojrzał w dół i ujrzał jak Teddy uśmiecha się do niego promiennie. Schylił się i wziął malca na ręce. Odkąd przyjechał z babcią na święta, chłopczyk nie przestawał go zaczepiać. Nie żeby to Draconowi przeszkadzało. Wciąż wymyślał dla niego nowe zabawy za pomocą różdżki, na które malec reagował perlistym śmiechem. Czasem wyczarowywał mydlane bańki rozmiarem dorównujące piłkom lekarskim, czasem  zaczarowywał zabawki tak, by przez niedługi czas same chodziły lub wydawały przeróżne, zabawne dźwięki, a czasami, tak jak teraz, brał go na ręce i mierzwił mu włosy, które od przyjazdu były tego samego koloru co jego własne. Usłyszał jak do salonu wchodzą matka i ciotka, więc odwrócił się od okna i usiadł przy stole z malcem na kolanach.
- To ciasto jest naprawdę wyśmienite. - zachwalała siostrę Narcyza. - Nie mogę uwierzyć, że sama je upiekłaś, dasz mi przepis? -
- Oczywiście. - odparła Andromeda i postawiła na stole wielką tacę z czajnikiem i trzema filiżankami.
Zapach ciasta rozszedł się po salonie i nawet mały Teddy otworzył szerzej oczy na jego widok.
- Mogę dać mu trochę? - zapytał Draco nakładając sobie ciasto jedną ręką.
- Ale tylko troszkę. - uśmiechnęła się do niego Andromeda i podała mu mokre chusteczki, na wypadek gdyby Teddy się pobrudził.
- Czy naprawdę musicie jutro wyjeżdżać? - zapytała Narcyza rozlewając herbatę do filiżanek. - Możecie zostać ile tylko chcecie. Jutro przychodzą do nas znajomi, ale to żaden problem. - dodała i podała siostrze filiżankę.
- Przykro mi, ale już obiecałam państwu Weasley że do nich wpadniemy na kilka dni. - odpowiedziała starsza z sióstr i upiła łyk herbaty. - Harry spędza z nimi święta i bardzo chciał się zobaczyć z Teddym. - dodała po chwili.
- Rozumiem. - odpowiedziała Narcyza trochę smutniejszym tonem.
- A kto was odwiedza? - zapytała nagle Andromeda.
Draco poczuł jak serce zaczyna mu bić szybciej. Już dawno chciał powiedzieć ciotce o zamiarach jego matki, jednak nie miał na tyle odwagi. Zauważył że Narcyza poruszyła się nieznacznie w krześle i dotknęła prawą ręką swojej szyi. Zawsze tak robiła gdy się czymś denerwowała.
- Pani Zabini i jej syn Blaise, oraz państwo Greengrass... z córkami. - dodała i przyłożyła do ust filiżankę.
- A cóż to za okazja? - zapytała Andromeda nalewając sobie kolejną porcję herbaty. - Rozumiem że Blaise to przyjaciel Dracona, ale państwo Greengrass? -
- Cóż, myślałam żeby pomogli nam w interesach, dopóki Lucjusz... dopóki Lucjusz tam jest. -
"Tam, czyli w Azkabanie", pomyślał ze złością Draco.
- Rozumiem. - odparła Andromeda. - A w czym konkretnie mieliby wam pomóc? - zapytała po chwili. - Z tego co wiem, wasze udziały w złocie i kamieniach szlachetnych Gringotta pozostają bez zmian. Nie zamierzasz chyba przyznać Greengrassom części udziałów? -
- Nie, nie zamierzam, ale jeśli Lucjusz szybko nie wyjdzie, a raczej się na to nie zanosi, to obawiam się że nasze udziały mogą drastycznie spaść, a wtedy.. A wtedy to wszystko przepadnie. - dodała blondynka i spojrzała smutno w pustą filiżankę.
- Narcyzo. - zaczęła spokojnie Andromeda. - Nie chcę być nieuprzejma, ale posiadasz ogromną fortunę. Nawet jeśli zasoby waszego skarbca nieco stopnieją, to możesz sprzedać Malfoy Manor i kupić coś mniejszego, nadal żyjąc luksusowo. - powiedziała i spojrzała w twarz swojego siostrzeńca który wydał jej się bledszy niż kiedykolwiek.
- Sprzedać.. ten dom? - wydukała Narcyza. - Ja... ja nigdy bym czegoś takiego nie zrobiła. - dodała pewniejszym głosem.
- Więc co zamierzasz? - Andromeda zmarszczyła brwi i spojrzała na swoją siostrę która wydawała się być myślami daleko stąd. Przez chwilę panowała cisza, jednak głos Dracona przerwał ją na dobre.
- Matka zamierza ożenić mnie z Astorią Greengrass, by połączyć nasze rody i zapewnić sobie, oraz mnie oczywiście, stały, pewny byt. Czyż nie tak mamo? - zapytał kąśliwie, jak jeszcze nigdy wcześniej.
Narcyza spojrzała na niego z przestrachem.
- Słucham? - Andromeda spojrzała w twarz swojej siostry z niekrytym zdziwieniem. - Czy ja dobrze zrozumiałam? -
- Przykro mi Andromedo, ale to nie twoja sprawa. - odparła Narcyza sucho. - Draconie, weź proszę Teddyego do swojego pokoju i zostaw nas na chwilę same.
- Nie moja.. nie moja sprawa? - wykrztusiła Andromeda. - Doprawdy Narcyzo, nie przypuszczałabym że jesteś zdolna do czegoś takiego. -
- A niby co takiego robię? -
- Robisz z własnego syna polisę ubezpieczeniową! Robisz dokładnie to samo co nasi rodzicie lata temu, na całe szczęście w porę się im sprzeciwiłam, bo inaczej skończyłabym z Rudolfem Lestrangem! -
- I zamiast ciebie ożenił się z Bellą. Ale nigdy jej nie kochał, zawsze myślał o tobie. - dodała kwaśno Narcyza.
- Na Merlina, a ty znowu to samo? Przez cały rok od dnia mojego ślubu z Tedem wysyłałaś mi listy o tym, jak to niby bardzo skrzywdziłam Rudolfa! Raczę przypomnieć że dostał dożywocie i już nigdy nie wyjdzie z Azkabanu. Takiego życia dla mnie chciałaś? - zapytała rozemocjonowana Andromeda. - Ale nie zmieniajmy tematu! Draco zasługuje na to, czego ani ty, ani Bellatrix od naszych rodziców nie dostałyście. Wolność. Chcesz mu ją zabrać tylko po to, by zachować kilka sztabek złota? Nie wierzę.. - sapnęła i chwyciła się palcami u nasady nosa.
- Nie zrozumiesz.. - Narcyza wstała i podeszła do okna. Spojrzała na ciemniejące za oknem chmury i cicho westchnęła. - Gdyby chodziło tylko o dobytek, to pewnie zrobiłabym tak jak mówisz, albo postarałabym się jakoś temu zaradzić. Ale zrozum, postaraj się pojąć że przez to wszystko co się stało, Draco nie ma innego wyjścia, jak tylko wżenić się z szanowaną, nieskalaną związkiem z Voldemortem rodzinę. Za pół roku skończy szkołę. Jaka przyszłość go czeka? Kto da mu pracę? Kto spojrzy na niego przychylnym okiem? Jego ojciec został zamknięty w Azkabanie, sam ma na lewym przedramieniu ten okropny znak, a nasze nazwisko już praktycznie nic nie znaczy. - powiedziała smutno i odwróciła się twarzą do siostry. - Małżeństwo z Astorią jest dla niego jedynym wyjściem.
Andromeda wstała od stołu, poprawiła swoją ciemnogranatową suknię i głosem zimnym jak lód odparła.
- Jesteś piękną i inteligentną kobietą, Narcyzo. Ale czasami, czasami równie naiwną i zaślepioną jak niegdyś nasza matka. Popełniasz ogromny błąd i najgorsze w nim jest to, że zapłacić za niego nie przyjdzie tobie, lecz Draconowi. - powiedziała i poszła w kierunku korytarza, za którym wcześniej zniknął Draco.

~

Wyczarował kolejną porcję baniek które wypełniły cały jego pokój. Nie podsłuchiwał, lecz udało mu się usłyszeć początek rozmowy. Westchnął i z Teddym na rękach zamknął się w swojej sypialni. Malec, oczami wielkimi jak galeony wpatrywał się w tęczowe bańki i śmiał za każdym razem gdy zaczęły pękać. Po kilku minutach takiej zabawy usłyszał pukanie do drzwi.
- Proszę. - zawołał.
Do pokoju weszła Andromeda i widząc roześmianą twarz wnuka sama mimowolnie się uśmiechnęła. Usiadła na łóżku obok Dracona i przez chwilę wspólnie obserwowali chłopca.
- Wiem że to zabrzmi potwornie, ale czasem mu zazdroszczę. - powiedział blondyn wpatrując się w kuzyna. Poczuł jak ciepła dłoń ciotki dotyka jego ramienia i delikatnie się na nim zaciska.
- Stracił oboje rodziców, ale wciąż ma babcię, która go kocha, wujka i ojca chrzestnego który zawsze będzie dla niego wsparciem i całą resztę ludzi którzy zawsze będą o niego dbali... I wolność. - dodał po chwili. - Ty nigdy mu jej nie zabierzesz, prawda ciociu? - zapytał wciąż na nią nie patrząc.
- Moja córka została aurorem i wyszła za wilkołaka. To chyba wystarczający dowód. - odpowiedziała łagodnie, po czym wzięła Dracona pod brodę i odwróciła jego twarz w swoją stronę. - Czasami wolność trzeba sobie wywalczyć Draco. Wydrapać ją, wyszarpać i ponieść ciężkie rany, ale nigdy dobrowolnie z niej nie rezygnuj. - dodała i przytuliła go mocno do siebie. Poczuła jak chłopak drży w jej ramionach i zauważyła dwie, lśniące łzy. Mimo wszystko, cały czas nie przestawał wyczarowywać kolorowych baniek.

~

Następnego dnia, gdy ciotka wraz z wnukiem opuścili Malfoy Manor by udać się do Weasleyowskiej "Nory", Draco za wszelką cenę starał się unikać matki. Poprosił Zmorka, domowego skrzata, by informował go za każdym razem gdy Narcyza zacznie go szukać. Prawie pół dnia spędził zaszywając się w pokojach na strychu, lecz i tak wolał to niż rozmowę z matką na temat dzisiejszego przyjęcia. Niestety, dziesięć minut przed przyjściem gości Narcyza teleportowała się prosto do jego pokoju, czego nigdy wcześniej nie robiła z szacunku do jego prywatności i kazała mu zejść na dół wyraźnie poddenerwowana. Draco stał przy oknie i dziękował Salazarowi za to że nie zrobiła tego pięć sekund wcześniej. Zanim przyszła, gdy przyglądał się śnieżnej burzy która rozpętała się za oknem nagle jasne, błękitne, ciepłe światło zmaterializowało się na środku jego pokoju. Uśmiechnął się widząc małą wydrę, która głosem Hermiony Granger oznajmiła iż już nie może się go doczekać, a jej babcia napiekła tyle ciast że spokojnie mogliby obdarować nimi domy Slytherinu i Gryffindoru, a pewnie i tak jeszcze dużo by zostało. Po chwili wydra zwinnym ruchem znalazła się zaraz naprzeciwko jego twarzy i dotknęła noskiem koniuszka jego własnego nosa. "Chyba mnie pocałowała", pomyślał zaskoczony Draco, jednak sekundę później wydra zniknęła za oknem, a on poczuł ogromną tęsknotę za jej właścicielką.  Zszedł do salonu i spojrzał na swoją matkę która już chciała coś powiedzieć, jednak w tym samym momencie rozległo się pukanie do drzwi. Wstała, poprawiła suknię i ze wspaniałym uśmiechem na ustach przywitała gości. Draco niechętnie pomógł zdjąć Astorii płaszcz i nie odwzajemnił uśmiechu dziewczyny gdy ta spojrzała mu w oczy. Czuł że "stary Malfoy" powoli znów zaczyna przejmować nad nim kontrolę. Spojrzał na Blaisea którego mina wyrażała głęboki strach. Jego przyjaciel wyglądał tak, jakby chciał wziąć nogi za pas i najzwyczajniej uciec. Nie mógł mu się dziwić. Po chwili wszyscy skierowali się do salonu gdzie stół uginał się od wykwintnych dań i wszelkiego rodzaju napitku. 
- Narcyzo, nie musiałaś urządzać takiej uczty! - zaśmiał się pan Greengrass, jednocześnie w jego oczach Draco dostrzegł błysk zadowolenia. Krzesło z ciemnego mahoniu aż zaskrzypiało, gdy usiadł na nim ten wysoki i jednocześnie szeroki mężczyzna. Pani Greengrass, szczupła i o dwie głowy niższa od swojego męża brunetka usiadła obok Narcyzy i uśmiechała się blado. Po drugiej stronie zasiadł Blaise z matką oraz Astoria wraz z Daphne. Draco przez krótką chwilę miał ochotę usiąść jak najdalej, jednak ostatecznie zajął drugie, wolne miejsce obok Narcyzy.
- Okropna wichura! - kontynuował ojciec sióstr Greengrass i upił spory łyk najlepszego, czerwonego wina jakie Narcyza miała w piwnicy. - Ale to nieistotnie, ważne że możemy się tutaj wszyscy spotkać. - dodał i dolał sobie trunku.
Kolacja trwała w najlepsze. Ciszę, która co jakiś czas zapadała przerywały uprzejme rozmowy kobiet i głośne opinie wtrącane przez pana Greengrassa. Po deserze, na który składała się szarlotka z bitą śmietaną i gorąca czekolada z Miodowego Królestwa, wszyscy poczuli się pełni i zmęczeni. Jednak leniwą atmosferę przerwało pytanie zadane przez wielkiego mężczyznę.
- Narcyzo, wybacz śmiałość, ale czy wiesz kiedy Lucjusz.. mógłby się z nami spotkać? -
Draco spojrzał na matkę, lecz ta z twarzą na której malował się spokój i opanowanie odpowiedziała uprzejmie.
- Niestety nie, Arnoldzie, jednak wydaje mi się, że nie prędzej niż za dwa, trzy lata. -
Arnold Greengrass mruknął i podrapał się po brodzie.
- To nie wydaje się być zbyt odległym terminem. - zauważył. - Astoria kończy szkołę dopiero za dwa lata, narzeczeństwo też może potrwać rok, czy dwa, więc nie widzę problemu. - dodał. - Za to ślub Daphne i Blaisea można by nieco przyśpieszyć, co pani o tym uważa, pani Zabini? -
Ciemnoskóra kobieta, ubrana w bordową kreację upiła łyk wina z pucharu po czym odstawiła naczynie na stół. Spojrzała prosto w okrągłą jak księżyc twarz Arnolda i odparła.
- Nie mam nic przeciwko. Blaise i Daphne mogą wziąć ślub choćby i w przyszłe wakacje. -
Na te słowa Greengrass klasnął w dłonie i wrzasnął "świetnie, świetnie!". Draco spojrzał na siedzącego naprzeciwko przyjaciela i od razu zrozumiał że świetnie nie jest. Blaise wyglądał jakby go spetryfikowało. Mimo iż był mulatem, wydawało mu się że nie tyle co pobladł ale i pozieleniał na twarzy. Za to Daphne, zazwyczaj wygadana, wyszczekana i butna, siedziała teraz ze wzrokiem utkwionym w talerzu. Draco wyobraził sobie przyszłe lato. Piękną, słoneczną pogodę i smutny ślub. Dwoje nieszczęśliwych, nie kochających się ludzi którzy zostaną zmuszeni do bycia ze sobą już do końca życia. Czuł jak zaczynają drżeć mu dłonie więc schował je pod stół. Wizja nagle się zmieniła. Zamiast Daphne i Blaisea na ślubnym kobiercu stał on a naprzeciwko niego Astoria. Czuł że robi mu się z nerwów niedobrze.
- To była wspaniała kolacja Narcyzo, doprawdy wspaniała! Mam nadzieję że po ślubie naszych dzieci będziemy widywać się częściej. - Dodał z zadowoleniem i powoli wstał od stołu. - Draconie. - zaczął, na co młody arystokrata z przestrachem na niego spojrzał. - Może miałbyś ochotę spędzić resztę wolnego czasu w naszej rezydencji? - zapytał Arnold, po czym zapadła głucha cisza.
Draco wstał i odkaszlnął bo czuł że głos uwiązł mu w gardle.
- Bardzo dziękuję za tę propozycję, ale niestety muszę odmówić. Wcześniej już złożyłem obietnicę wizyty przyjacielowi. - powiedział twardo. Kątem oka zauważył jak Narcyza zaciska ze złości szczęki.
- Och, rozumiem. - odparł z zawodem Greengrass. - W takim razie zapewne i Blaise nie będzie mógł przyjąć naszego zaproszenia? - zapytał zwracając się w kierunku mulata, jednak zanim chłopak zdążył wykrztusić choćby słowo, z odpowiedzią pospieszyła mu jego matka.
- Ależ skąd. Blaise bardzo chętnie spędzi u państwa resztę ferii. - odparła i uśmiechnęła się szeroko pani Zabini.
Kilkanaście minut później, gdy goście opuścili dom (Blaise na odchodnym szepnął Draconowi do ucha żeby go ratował), Draco popędził do swojego pokoju, wyciągnął z szafy wielką walizę i zaczął się pakować.  Po chwili usłyszał ciche pukanie do drzwi.
- Proszę. - rzucił przez ramię wciąż nie przestając machać różdżką.
Do pokoju weszła Narcyza cicho zamykając za sobą drzwi.
- Odwołasz to spotkanie i pojedziesz do państwa Greengrass, tak jak Blaise. - powiedziała spokojnie, lecz w Draconie coś aż się zagotowało.
- To prośba? - zapytał z irytacją wciąż nie odwracając się w jej stronę.
- Powiedzmy. - odparła.
- Wybacz, ale nigdzie nie jadę. To znaczy, jadę, ale nie do państwa Greengrass. - dodał zamykając walizkę.
- Dlaczego to robisz? -
Usłyszał głos matki w którym wychwycił nutę bólu więc się odwrócił i spojrzał jej w twarz.
- O co dokładnie ci chodzi? -
Narcyza oplotła się ramionami i podeszła do syna.
- Jedziesz do niej, prawda? Do tej mugolaczki Granger, zgadza się? - zapytała.
Draco poczuł jak wzbiera w nim panika. Skąd do diabła jego matka mogła o tym wiedzieć?! Jednak odpowiedź zaświtała mu w głowie szybciej niż mógł się tego spodziewać.
- Powiedz mi matko, którą z sióstr Greengrass poprosiłaś by zdawała ci relację co do mnie? Daphne, czy Astorię? A może obie? -
- Ja, ja chciałam tylko wiedzieć.. - zaczęła nieśmiało Narcyza. - Jakiś czas temu dostałam od Daphne list, w którym napisała mi o twojej coraz bardziej zażyłej relacji z tamtą Gryfonką. -
- I ?- zapytał oschle Draco.
- Nigdy nie pomyślałabym że ty.... i ta dziewczyna..
- Że co.
- Że może łączyć was coś więcej. - dodała i zbliżyła się o krok. - Przecież ty i Astoria.. -
Draco ubrał czarny długi płaszcz, chwycił za walizkę oraz szkolny kufer który zmniejszył do bardziej rozsądnych rozmiarów i spojrzał matce w oczy.
- Nawet jeśli wyjdę za Astorię, to nigdy nie powiedziałem że będę jej wierny. Nie oczekuj że obdarzę ją miłością i stworzymy kochającą się rodzinkę. Nasze małżeństwo, jeśli w ogóle do niego dojdzie, będzie czysto teoretyczne. - powiedział i ruszył w kierunku drzwi. Narcyza złapała go za przedramię i spojrzała na niego pełnymi bólu oczami. Zrobiło się mu jej żal. Zawahał się gdy pomyślał że spędzi sama całą resztę świąt, a później zobaczy ją dopiero w połowie wiosny, jednak kolejne słowa matki całkowicie pozbyły się jego niepewności.
- Dlaczego ona, dlaczego ta szlama. - jęknęła.
Draco momentalnie zesztywniał. Wyswobodził rękę i odszedł na krok.
- Jeszcze raz nazwiesz ją szlamą, a zgłoszę cię Ministerstwu. - powiedział i wyszedł z pokoju. Po chwili Narcyza usłyszała jak w salonie rozbrzmiewa dźwięk teleportacji.

*

Hermiona rozejrzała się po salonie. Od rana czuła się spięta i nawet kubek ulubionej herbaty nie ukoił nerwów. Choinka która stała obok kominka iskrzyła się dziesiątkami jasnych światełek, co przypominało Hermionie rozgwieżdżone niebo. Była już dziewiętnasta i kasztanowłosa obawiała się, czy Draco zdąży na kolacje i czy w ogóle się pojawi. Strach i niepewność ścisnęły jej serce więc aby nie dać ponieść się nerwom poprawiła swoją kremową, koronkową sukienkę przed kolano i rzuciła na nią zaklęcie plamoodporności. Usiadła na sofie z cichym westchnieniem, jednak już po chwili zerwała się na równe nogi gdy usłyszała dzwonek do drzwi. Z bijącym sercem otworzyła je na oścież a jej oczom ukazał się wysoki, jasnowłosy mężczyzna w czarnym płaszczu, w jednej ręce trzymający walizkę i kufer, a w drugiej dwa bukiety pięknych kwiatów.
- Draco. - powiedziała czule. - Witaj. -
- Witaj, przepraszam za spóźnienie. - odpowiedział i uśmiechnął się do niej.
Stali tak przez chwilę aż w końcu Hermiona oprzytomniała i zaprosiła gościa do środka. Obserwowała jak Ślizgon zdejmuje płaszcz i odwiesza go na miejsce obok jej długiej, czarnej, zimowej kurtki. Nie mogła uwierzyć że ten oto Malfoy, dziedzic rodu czystej krwi stoi w jej domu jak gdyby nigdy nic. Draco odwrócił się w jej stronę i obdarzył ją krótkim, ciepłym pocałunkiem, po czym wręczył jeden z bukietów.
- Gdzie jest twoja babcia? - zapytał dziewczynę gdy weszli do salonu.
- Babciu, Draco już przyszedł! - zawołała Hermiona i już po chwili zza kuchennych drzwi wyłoniła się niska, szczupła babuleńka, z okularami jak spodki od filiżanek i wysokim, siwym kokiem na głowie. Draco pomyślał że kobieta wygląda jak ucieleśnienie bajkowych babć. Zdecydowanym krokiem podszedł do staruszki, chwycił jej delikatną dłoń i złożył na niej pocałunek kłaniając się nisko.
- Miło mi poznać babcię Hermiony. - zaczął poważnym, pełnym szacunku tonem. - Nazywam się Draco Malfoy, jestem wdzięczny że pozwoliła mi pani spędzić resztę ferii w swoim domu. Proszę, to dla pani. - dodał i wręczył jej bukiet. Kobieta oniemiała z wrażenia jakie wywarł na niej Draco zamrugała energicznie i wtopiła nos w kwiaty. Po chwili zadarła wysoko głowę i uśmiechnęła się czule.
- Miło mi poznać tak eleganckiego młodzieńca, czuj się jak u siebie. - powiedziała i uśmiechnęła się szerzej. - Musiałeś zmarznąć w trakcie podróży, zapraszam do stołu. -
- Babciu, daj mi bukiet, włożę oba do wazonów. - Hermiona przejęła oba bukiety i po chwili postawiła je w jednym wielkim wazonie na środku stołu. Zaraz jednak zrezygnowała z tego pomysłu, gdyż kwiaty przesłoniły cały widok. W końcu zdecydowała postawić je na stoliku do kawy i zajęła miejsce obok Dracona.
- Mam nadzieję, że nie sprawiam pani kłopotu. - odezwał się Draco po chwili.
- Ależ skąd, jesteśmy tutaj same we dwie, więc tym bardziej cieszę się że przyjechałeś. - odpowiedziała szybko babcia Rosie. - Miesiąc temu naszej sąsiadce, a mojej drogiej przyjaciółce Klementynie, zmarł mąż, więc codziennie ją odwiedzam, by nie czuła się samotna. Przez to zaniedbuję Hermionę, ale od teraz już nie będzie siedzieć sama. - dodała kobieta pełna entuzjazmu. - Macie jakieś plany na kolejne dni? - zapytała nakładając wszystkim na talerze sałatki warzywnej.
Draco spojrzał na Hermionę, a ta uśmiechnęła się do niego tajemniczo.
- Tak, chcę pokazać Draconowi mugolski Londyn i okolice. Jeszcze nigdy nie był w takich miejscach. - odpowiedziała kasztanowłosa.
- Och, Londyn to wspaniałe miasto, ale jak dla mnie za głośne i zbyt tłoczne. Dlatego wolę mieszkać na jego obrzeżach. - uśmiechnęła się staruszka. - Smakuje wam sałatka? -
Draco i Hermiona pokiwali głowami jednocześnie się uśmiechając, gdyż usta mieli pełne jedzenia.
Wieczór mijał w przyjaznej, ciepłej atmosferze. Draco czuł że już dawno się tak nie objadł. Babcia Rosie po kolacji wyjęła stare albumy rodzinne i ku rozpaczy zażenowanej Hermiony zaczęła pokazywać Draconowi zdjęcia z jej dzieciństwa. Draco nie mógł powstrzymać uśmiechu który wpełzał mu na twarz za każdym razem gdy widział małą, zadziorną dziewczynkę która na każdym zdjęciu była albo słodko uśmiechnięta, albo uroczo naburmuszona. Gdy godzinę później babcia oznajmiła że idzie do łóżka, Gryfonka odetchnęła z ulgą chociaż Draco i tak zobaczył większość zdjęć. W salonie wciąż rozchodził się słodki zapach szarlotki i herbaty gdy zostali sami. Usiedli razem na kanapie i chwycili się za ręce. Hermiona oparła głowę na prawym ramieniu arystokraty i uśmiechnęła się do siebie.
- Jak minęły ci pierwsze dni świąt? - zapytała niepewnie i spojrzała na jego profil. Draco nie odpowiedział od razu. Najpierw wziął głęboki wdech i cicho odetchnął.
- Pół na pół. - odparł. - Z ciotką Andromedą i Teddym było przyjemnie, później nieco się popsuło. -
Hermiona dobrze wiedziała co Draco ma na myśli. Z jednej strony chciała by wszystko dokładnie jej opowiedział, jednak z drugiej chciała jemu i przy okazji sobie, oszczędzić bólu.
- Nie myślmy o tym na razie. - powiedziała raźnym tonem i wstała z kanapy. - Chodź, pokażę ci twoją sypialnię. -
Draco uśmiechnął się lekko i wstał poprawiając koszulę. Czuł że niepokojące myśli kłębiące się w jego głowie zaczynają odchodzić im dłużej znajduje się w tym niewielkim, przytulnym domku Pani Granger.

~

Śnieg nie przestawał sypać. Stali na przystanku i truchtali w miejscu by choć trochę spróbować się ogrzać.
- Myślałem że użyjemy teleportacji łącznej. - marudził Draco trąc swoje skostniałe od mrozu ramiona.
- Nie ma mowy. - odpowiedziała Hermiona i po raz kolejny przyjrzała się wiszącemu obok rozkładowi jazdy. - Nie możemy teleportować się do centrum Londynu, tam jest pełno mugoli. Z resztą, jazda autobusem to dla ciebie na pewno będzie nowe przeżycie. - dodała z uśmiechem.
- O ile zaraz tutaj nie zamarznę. - burknął arystokrata i zmarszczył brwi.
Hermiona podeszła do niego i oplotła go rękami. Zadarła głowę i spojrzała mu prosto w oczy.
- Mogę cię ogrzać. - powiedziała ciepłym, spokojnym tonem. Draco mruknął, objął ją w pasie i przyciągnął lekko do siebie.
- A jak zamierzasz to zrobić? - zapytał i przybliżył swoją twarz do twarzy Gryfonki.
- Mogłabym... na przykład... pana pocałować... panie Malfoy.. - odpowiedziała zadziornie.
- No to zrób to. - powiedział władczo blondyn i przybliżył się tak, że dzieliło ich od siebie jedynie kilka centymetrów.
- Draco.. - szepnęła Hermiona i po chwili poczuła usta Dracona na swoich własnych. Były chłodne i zmarznięte, jednak z każdą chwilą nabierały ciepła. Nie całowali się tak od balu, od chwili ich pierwszego, niezapomnianego razu. Mimo iż stali na przystanku, zdążyli zapomnieć o tym gdzie się znajdują i dopiero dźwięk hamującego autobusu sprowadził ich na ziemię. Hermiona czuła że pomimo panującego mrozu płoną jej policzki. Zapłaciła za przejazd i usiadła obok Dracona, który zajął miejsce obok okna.
- Strasznie tu trzęsie. - powiedział szeptem do Hermiony chwilę później na co ona przewróciła oczami.
- Zbyt twardo dla arystokratycznej pupki? - zaśmiała się cicho.
Draco zmarszczył brwi i spojrzał za okno. Domy i ulice ozdobione były setkami kolorowych światełek i ozdób. Widział ludzi spacerujących pomimo nieprzyjaznej pogody, zakochane pary idące za rękę, dzieci ciągnące sanki i śmiejące się w głos, gdy któreś nagle rozpoczęło bitwę na śnieżki. Świat za oknem autobusu wydawał mu się przyjazny i radosny, zupełnie odmienny od tego w którym na co dzień żył. Zastanawiał się jak wyglądałoby jego życie, gdyby urodził się w zupełnie zwyczajnej rodzinie. Czy miałby więcej wolności? Więcej swobody i niezależności? Westchnął i spojrzał na siedzącą obok niego Hermionę, która właśnie uśmiechała się do siedzącego na kolanach matki berbecia. "Przynajmniej poznałem ją" pomyślał i znów spojrzał za okno. Zniknęły domy a zaczęły się pojawiać gęste zabudowania, wysokie kamienice, hotele, muzea, restauracje. Miasto mieniło się od bożonarodzeniowych dekoracji a ludzie wydawali się gnać przed siebie jednocześnie wciąż uśmiechając się do siebie serdecznie.
- Draco, wychodzimy. - usłyszał nagle głos dziewczyny.
Blondyn wstał i wyszedł za Hermioną na zatłoczona ulicę. Gryfonka chwyciła go za rękę i uśmiechnęła się promiennie.
- Dokąd idziemy? - zapytał i poprawił kołnierz od płaszcza. Hermiona uśmiechnęła się szerzej a w jej oczach zatańczyły małe iskierki.
- Zaraz zobaczysz. - odpowiedziała tajemniczo i pociągnęła go w kierunku parku Hyde.
Kilka minut później Draco przeklinał w myślach Hermionę, Gryffindor i całą rodzinę Grangerów.
- Granger, ostrzegam, jeżeli chociaż raz się przewrócę to nie daruję ci tej hańby. -
- Widzę że świetnie się pan bawi, panie Malfoy. - odpowiedziała i zaśmiała się głośno. Wiedziała że widok miny Dracona gdy zobaczył olbrzymie lodowisko i jeżdżących po nim ludzi zostanie w jej pamięci już na zawsze. Z oczami jak dwa galeony obserwował jak Hermiona szybkim, zwinnym ruchem wyczarowywuje im po parze łyżew (dla siebie białe, dla niego czarne) i prowadzi go za rękę na groźnie wyglądającą taflę.
- Na Salazara, Granger.. - jęknął Draco gdy po raz kolejny stracił równowagę i mocniej zacisnął ręce na balkoniku, który służył osobom początkującym za pomoc w jeździe. - Wyglądam i czuję się idiotycznie... za to ty.. widzę że sobie radzisz. - dodał z nieukrytym podziwem.
Hermiona płynnym i zwinnym ruchem lawirowała między pozostałymi ludźmi i co jakiś czas odjeżdżała dalej by "rozprostować kości" i wykonać kilka nieskomplikowanych figur.
- Zanim trafiłam do Hogwartu uczęszczałam do szkoły baletowej. Od dziecka też kocham łyżwy. - uśmiechnęła się i stanęła przed balkonikiem Dracona.
- To wiele tłumaczy. - mruknął.
- Zostaw to i chwyć mnie za ręce. - powiedziała i wyciągnęła przed siebie obie dłonie.
Draco z pewnym oporem i lękiem oderwał ręce od balkoniku i niczym rzep uczepił się Gryfonki.
- Nie panikuj, spójrz na mnie. - uśmiechnęła się i zrobiła pierwszy krok. Jeździli wolniej niż pozostali, lecz po kilku minutach Draco poczuł się pewniej. Przyśpieszył nieco i spojrzał na Hermionę z zadowoleniem.
- Nie jest tak źle, prawda? - zapytała przyjaźnie.
- Całkiem przyjemnie. - odparł i obrócił się w miejscu. - Ale i tak wolę Quiddicha. - dodał z łobuzerskim uśmiechem który Hermiona tak uwielbiała.
- Nauczysz mnie? - zapytała cicho i spojrzała w jego stalowo szare oczy. - Nauczysz mnie latać na miotle? -
Draco nagle zachwiał się tracąc równowagę i wpadł na Hermionę. Dziewczyna objęła go mocno i zaparła się łyżwami o lód, by uniknąć upadku.
- Na prawdę? - zapytał zaskoczony. - Pewnie, jeśli tylko chcesz! - dodał z entuzjazmem. - Kupię ci miotłę i kilka gadżetów i.. -
- Nie kupisz mi miotły, Draco. Bez przesady. - fuknęła Hermiona.
- Dlaczego? To na czym będziesz latać? Te szkolne są.. - Draco skrzywił się na samą myśl o wolnych i przedpotopowych szkolnych miotłach.
- Pożyczę od Harryego lub Rona. - odpowiedziała Gryfonka wzruszając ramionami.
- Nie ma mowy. -
- Dlaczego? -
- Bo nie. -
Hermiona zmarszczyła brwi.
- Do mnie nie dociera argument "bo nie" Draco, mów. - nakazała tonem nieznoszącym sprzeciwu.
- Zawsze jesteś taka władcza? - zapytał unosząc brew. - Bo wiesz, mogłabyś spróbować być na przykład dzisiaj wieczorem, twoja babcia idzie na noc do swojej koleżanki i.. -
Nie dane mu było dokończyć zdania gdyż Hermiona pociągnęła go za rękaw i aby nie wyrżnąć orła na lodzie musiał skupić na jeździe całą swoją uwagę.
- Może usiądziemy? - zapytała i trzymając go za rękę zjechała z lodowiska. Gdy Hermiona na powrót z łyżew wyczarowała buty skierowali się w stronę wielkiego diabelskiego młyna, po drodze kupując po kubku gorącej czekolady. Widok jaki rozpościerał się za oknem przeszklonego wagoniku zawsze sprawiał że oczy Hermiony wyglądały jak dwie, roziskrzone gwiazdy. Zapłacili za dwa przejazdy pod rząd, więc cieszyła się myślą iż czeka ich miła półgodzinna przejażdżka. Odwróciła się i spojrzała na siedzącego obok Dracona, który zamiast na widok za oknem spoglądał wprost na nią. Na zewnątrz panował już mrok, jednak blask lampek, karuzel i całego miasta które wręcz tętniło życiem skutecznie rozświetlał noc.
- O czym myślisz? - zapytała przysuwając się bliżej niego.
Draco chwycił pukiel jej kasztanowych włosów, delikatnie okręcił wokół palca i po chwili wypuścił go z ręki.
- O niczym. - odparł spokojnie. - Pierwszy raz od lat... Mogę po prostu być. - dodał, po czym złożył na malinowych ustach dziewczyny długi pocałunek.
Muzyka karuzeli, śmiechy ludzi, odgłosy miasta. To wszystko ucichło gdy byli sami, wysoko ponad lodowiskiem w jednym z wagoników kręcących się wolnym tempem. Hermiona poczuła jak jej serce przyśpiesza więc dotknęła jego policzka, po czym wplotła dłoń w jego półdługie, jasne włosy. Zapach perfum i mrozu stworzył magiczną mieszankę. Dotyk jego ust i ciepłego języka przyprawił o zawrót głowy. Czuła jakby frunęła, daleko od zmartwień, bólu i smutku, który zawsze gdzieś czaił się za rogiem. Oderwali się na chwilę od siebie i przytulili mocno, wciąż stykając się lekko ciepłymi policzkami. Hermiona wyprostowała się w ramionach arystokraty i spojrzała przez okno. Przez kilka minut panowała cisza, lecz po chwili Gryfonka z lekko nieobecnym wzrokiem zabrała głos.
- Draco, przepraszam że pytam i to w takiej chwili, ale pomyślałam o czymś i muszę wiedzieć. Ile właściwie wziąłeś ze sobą pieniędzy? -
Blondyn bez zająknięcia odpowiedział na nietypowe pytanie Gryfonki, jednak jako dziedzic fortuny musiał być przyzwyczajony do lekkiego mówienia o pieniądzach.
- Plus minus dwadzieścia tysięcy funtów. Mam nadzieję że starczy do końca mojego pobytu. -
Oczy Hermiony momentalnie zrobiły się wielkie jak spodki. Podejrzewała iż Malfoy może oscylować w kwocie kilku tysięcy, ale nie aż tylu!
- D-dwadzieścia... tysięcy.. funtów? - wyjąkała.
- Za mało?- zdziwił się Draco. - Cóż, goblin u Gringotta mówił że faktycznie, może to być skromna suma... ale jakoś tak dziwnie się przy tym uśmiechał. - dodał i podrapał się po brodzie.
Hermiona spojrzała na niego spode łba i westchnęła.
- Następnym razem powiedz temu goblinowi, że jeżeli zbiera mu się na żarty to niech wstąpi do cyrku. -
- Do cyrku? A co to? - zapytał blondyn z zainteresowaniem.
- Taki Slytherin, tyle że śmieszniejszy. - odpowiedziała szatynka uśmiechając się pod nosem. - A tak na poważnie, Draco, dwadzieścia tysięcy funtów to olbrzymia kwota, gdy wrócisz do domu zwróć większość  do banku. - powiedziała poważnie i po chwili dodała. - Ale jutro trochę z tej kwoty ci ubędzie. - uśmiechnęła się znów tajemniczo.
- Aż się boję zapytać. - odparł Draco i skrzyżował ręce na piersi.

~

Ku zdziwieniu Dracona do domu babci wrócili za pomocą teleportacji. Było już grubo po dziesiątej, więc Hermiona wybrała jedną z ciemnych i pustych uliczek. W cichym salonie na stoliku do kawy Gryfonka znalazła list w którym babcia potwierdziła swoje nocowanie u przyjaciółki i życzyła młodym miłego wieczoru. "Jeżeli będziecie głodni, w lodówce jest wszystko. Buziaki." głosiła ostatnia linijka listu. Hermiona zaparzyła herbaty i po wypiciu całego kubka oznajmiła iż idzie pod prysznic.
- Sama. - dodała twardo gdy zauważyła jak Draco podnosi się za nią z kanapy.
Chłopak zrobił niepocieszoną minę i poszedł do swojego pokoju, który kiedyś, za czasów młodości musiał należeć do ojca Hermiony. Położył na drewnianym biurku kolorową pocztówkę i zastanawiał się przez chwilę czy nie wysłać jej do matki. Jednak złość jaką wciąż czuł skutecznie uniemożliwiała mu napisanie choćby zdania na odwrocie kartki, więc położył się na łóżku i zakrył oczy ręką. Po dziesięciu minutach usłyszał jak Gryfonka woła iż łazienka jest już wolna, więc wstał i powolnym krokiem ruszył w kierunku drzwi. Myślał że będzie potwornie zmęczony, jednak ciepła woda rozluźniła mięśnie i skutecznie go odprężyła. Nie zapalając światła położył się na łóżku w samym ręczniku i gdy usłyszał dźwięk otwieranych drzwi mocno się zdziwił.
- Mogę przyjść się przytulić? - zapytała Hermiona cicho i jakby ze skrępowaniem.
- Jasne. - odparł i przesunął się by zrobić jej miejsce.
Dziewczyna położyła się obok niego i szybko oplotła ramionami.
- J-jesteś goły? - wydukała gdy poczuła pod palcami nagą skórę.
- W samym ręczniku. - odpowiedział spokojnie.
- Nie jest ci.. zimno? - zapytała czując zmieszanie.
- Trochę. - odparł i przytulił ją mocniej.
Hermiona zawahała się na chwilę, lecz po cichym westchnieniu pocałowała Dracona w odsłonięty obojczyk. Chłopak wtopił twarz w jej długie, lekko falowane włosy i zaczął całować jej szyję i dekolt. Tak bardzo za sobą tęsknili, tak bardzo siebie pragnęli, że nawet gdyby chcieli to zatrzymać, to by już nie potrafili. Gdyby chcieli.. Hermiona jednym, zwinnym ruchem zerwała z Dracona ręcznik i zarzuciła na nich kołdrę. Draco powoli, niespiesznie odpinał guziki jej nocnej koszuli i za każdym razem całował miejsce w którym znajdował się wcześniej dany guziczek. Jego ciepły oddech drażnij jej zmysły i doprowadzał do drżenia. Wplotła palce między jego jasne, niemal platynowe włosy i głośno jęknęła. Po kilku chwilach oboje, nadzy, leżeli objęci w swoich ramionach i żadne z nich nie myślało o spaniu, a choć za oknem rozpętała się śnieżyca, ich pokój wypełniał prawdziwy żar. 

~

Gdy babcia Rosie wróciła do domu zastała Dracona i Hermionę przy stole w kuchni, jedzących późne śniadanie. Na widok staruszki Draco wstał z miejsca i zaproponował herbatę.
- Dziękuję ci chłopcze, z przyjemnością się napiję. - odpowiedziała i usiadła obok Hermiony. - Jak było wczoraj? - zapytała i spojrzała z czułością na wnuczkę.
- Nauczyłam Dracona jeździć na łyżwach! - odpowiedziała dumnie Gryfonka. - Na prawdę jest w tym dobry. - dodała i spojrzała na Ślizgona który za pomocą różdżki podgrzewał wodę w czajniku.
- Nie przesadzajmy. - mruknął zawstydzony.
- Hermiona od dziecka uwielbiała łyżwy. - odezwała się po chwili babcia i podziękowała Draco za herbatę. - A ty uprawiasz jakiś sport? - zapytała chłopaka gdy ten usiadł po drugiej stronie stołu.
- Gram w Quiddicha, nie wiem czy Hermiona mówiła pani co to jest. - odpowiedział uprzejmie.
- Coś tam wspominała. Jesteś... szukającym tak? -
- Tak. - przytaknął jej Draco.
- Cóż, takie latanie na miotle musi być niesamowitym przeżyciem. - powiedziała i upiła łyk gorącej herbaty. - Mmmm na Boga czegoś ty tutaj dodał? - zapytała babcia wybałuszając oczy.
- C-cynamonu. - wydukał Draco z przestrachem.
- Przepyszne. - odpowiedziała staruszka uśmiechając się szeroko i wzięła kolejny łyk.
- Babciu, może zrobię dzisiaj na obiad kotlety drobiowe, co ty na to? - zapytała Hermiona i wstała od stołu by pozmywać po śniadaniu.
- Dobrze, ale najpierw trzeba odśnieżyć podjazd, ledwo weszłam do domu. - odparła staruszka i powoli zaczęła wstawać.
- Ja to zrobię. - Draco poderwał się z miejsca i gdy już miał wyjść z kuchni zatrzymał się w połowie kroku i zwrócił w kierunku Hermiony. - A jak to się robi? - zapytał, po czym oblał się delikatnym rumieńcem gdy Hermiona wraz z babcią wybuchły gromkim, szczerym śmiechem.

~

Czuł że zaczyna się nieźle pocić pod puchową kurtką jaką dała mu babcia Hermiony zanim wyszedł na dwór. Gryfonka po wcześniejszym zademonstrowaniu sztuki odśnieżania wręczyła mu ogromną łopatę i z uśmiechem na ustach życzyła powodzenia. Po godzinie energicznego machania podejrzewał, że Filch z najczystszą satysfakcją uczyniłby odśnieżanie błoni karą dla wielu uczniów. Gdy skończył, stanął na podjeździe i oparł się o łopatę wbitą w kupkę odgarniętego śniegu. Kilka minut wcześniej dzieci z sąsiedniego domu wyszły przed dom i ze śmiechem na ustach, oraz z garnkiem, szalikiem, marchewką i starą miotłą w rękach zaczęły ku zdziwieniu Dracona babrać się w śniegu. Już miał wracać do domu gdy nagle usłyszał wołanie jednego z chłopców.
- Proszę panaaaa! Może nam pan pomóc? -
Ślizgon spojrzał na dwóch chłopców którzy machali do niego energicznie i zaklął w duchu. "Cholera, czego te mugolskie dzieciaki ode mnie chcą." pomyślał kwaśno.
- Proszęęęę paaanaaa! - wył starszy z braci.
Draco westchnął i niechętnie ruszył w  stronę chłopców.
- Słucham? - zapytał po chwili.
- Czy może nam pan pomóc ulepić bałwana? - chłopiec wskazał na dwie kule stojące obok siebie które były dość dużych rozmiarów. - Zrobiliśmy trochę za duże i nie możemy podnieść. - tłumaczył się starszy z braci.
- Bałwana? - powtórzył Draco. - Ale... ale ja nigdy tego nie robiłem. - dodał zmieszany.
Chłopcy wybałuszyli oczy i spojrzeli na siebie.
- Nigdy?! -
- Ale nigdy nigdy?!- zawyli.
- Pochodzę z ciepłych krajów gdzie nie ma śniegu. - skłamał szybko Draco. - Tak więc nigdy nie lepiłem bałwana. - dodał i już chciał odejść, lecz chłopcy z szerokimi uśmiechami chwycili go za ręce i pociągnęli w kierunku śniegowych kul.
- My panu pokażemy! - zawołali chórem. - Te dwie kule trzeba dać jedna na drugą, a potem zrobić trzecią i dać marchewkę i garnek.. -
Draco nawet gdyby chciał nie mógł już czmychnąć ukradkiem do domu, jednak ku własnemu zdziwieniu wcale o tym nie myślał.
W międzyczasie Hermiona zaczęła przygotowywać wszystkie składniki do zrobienia wcześniejszego obiadu, gdyż planowała wyjść z domu przed drugą.
- Na Merlina gdzie ten Draco. - jęknęła głośno i wyciągnęła patelnię z szafki.
- Lepi bałwana. - odpowiedziała jej spokojnym tonem babcia Rosie.
- Aha... co?!- dziewczyna rzuciła się do okna i nie mogła uwierzyć w to co widzi. Draco wraz z roześmianymi dziećmi sąsiadów kończył lepienie i dekorowanie głowy bałwana garnkiem, marchewką, dwoma węgielkami i szalikiem. - Ja... zaraz wrócę babciu. - rzuciła pospiesznie Hermiona i włożyła wysokie, zimowe kozaki jednocześnie zakładając kurtkę. Już po chwili znalazła się na dworze.
- Dzień dobry chłopcy. - powiedziała przyjaźnie w kierunku braci. 
- Hermiona! - krzyknęli oboje i rzucili się jej na powitanie.
- Wiesz, nauczyliśmy twojego chłopaka lepić bałwana, bo nie umiał! - pochwalił się jeden.
- Właśnie widzę. - uśmiechnęła się Gryfonka i spojrzała z rozbawieniem na arystokratę który uciekał przed nią wzrokiem.
Nagle z domu chłopców wyszedł wysoki mężczyzna w puchowej kurtce i rozwianymi włosami.
- Jo, Mike!- zawołał. - Ile razy mam powtarzać że bez mojej i mamy zgody nie wolno wam wychodzić przed dom! - zawył. - Witaj Hermiono, widzę że przyjechałaś do babci na święta. - powiedział łapiąc powietrze w płuca.
- Witam panie Wilson. - przywitała się z uśmiechem szatynka. - Tak, przyjechałam do babci wraz z chłopakiem. -
Draco podszedł do mężczyzny i wyciągnął w jego kierunku zmarzniętą dłoń.
- Draco Malfoy, miło mi. -
- Joe Wilson, mnie również miło. - odparł mężczyzna.
- Tato, tato! - zawołał mały Jo. - Nauczyliśmy chłopaka Hermiony lepić bałwana! -
- Przyjechał z ciepłych krajów! - dodał Mike i pociągnął nosem.
- Bardzo się cieszę. - odparł pan Wilson i spojrzał na Hermionę i Dracona. - Przepraszam was za nich, miesiąc temu moja żona urodziła córeczkę, Annie, jednak mała ma okropne kolki i w nocy nie daje nam spać. Te łobuzy musiały się wymknąć gdy jeszcze odsypialiśmy z żoną nockę. - dodał mężczyzna i spojrzał z uczuciem na swoich synów.
- Mówi pan kolki? - zamyśliła się Gryfonka. - Niech pan na chwilę zaczeka. - powiedziała i ruszyła szybkim krokiem w kierunku domu. Kilka minut później wróciła trzymając w ręce czarny flakonik. Draco od razu poznał że musi być to jeden z czarodziejskich eliksirów. Hermiona podała zdziwionemu mężczyźnie fiolkę i szeroko się uśmiechnęła.
- Proszę podawać córce jedną kroplę dziennie przez tydzień. Jestem pewna że kolki ustaną. To nowy eli... syrop z Francji. Babci pomógł, a muszę zaznaczyć że moja babcia ma żołądek bardziej delikatny niż niemowlę, więc proszę się nie obawiać o małą Annie. -
Joe Wilson wyglądał jakby miał się rozpłakać ze szczęścia. Nie wiedząc jak dziękować wyprzytulał Hermionę i stojącego obok Dracona i prawie biegł z powrotem do domu wołając za sobą chłopców.
- Syrop z Francji? - zdziwił się Draco unosząc brew.
- Oj cicho bądź bałwanku. - odburknęła Hermiona i uśmiechnęła się pod nosem.
Dwie godziny później oboje wysiedli z autobusu przed wielkim, eleganckim budynkiem. Draco nie miał pojęcia w jakie miejsce zabiera go teraz Gryfonka, lecz zanim jednak przekroczyli próg Hermiona stanęła na wprost niego i wzięła głęboki wdech.
- Draco, posłuchaj. - zaczęła tonem który Ślizgonowi od razu nie przypadł do gustu. - To jest klinika medycyny estetycznej, usuwają tu też tatuaże... pomyślałam że możemy spróbować usunąć... usunąć twój znak. Jeżeli Voldemort wtopił go w twoje ciało na tej samej zasadzie co zwykły tusz, to istnieje duże prawdopodobieństwo że uda się go całkowicie usunąć. Przepraszam że nie powiedziałam ci o tym wcześniej, ale bałam się że nie będziesz chciał nawet tutaj przyjechać. - powiedziała i z drżącym sercem patrzyła na jego twarz.
Draco bił się z myślami. Automatycznie chwycił się za lewe przedramię na którym znajdował się Mroczny Znak i mocno je ścisnął. Nie działały na niego żadne zaklęcia, eliksiry czy magiczne maści i wątpił czy istnieje jakikolwiek sposób by pozbyć się znaku, jakim naznaczył go Voldemort. Poczuł że zaczyna mieć nadzieję iż mugole w jakiś niewyobrażalny dla niego sposób będą w stanie pozbyć się tego piętna, ale jednocześnie bał się że skończy się tylko na dobrych chęciach.
- Chcę.. chcę spróbować. - powiedział twardo jednak w jego głosie czuć było wahanie. Hermiona kiwnęła głową na znak zgody i po chwili przekroczyli drzwi kliniki. Hol był duży, przestronny i urządzony w barwach bieli i stali, co sprawiało wrażenie sterylności i czystości. Przy kontuarze po prawej stronie siedziała młoda recepcjonistka i na widok nowych pacjentów uśmiechnęła się serdecznie.
- Dzień dobry, w czym mogę pomóc? - zapytała uprzejmie.
- Dzień dobry, wczoraj rejestrowałam mojego partnera, Dracona Malfoya do pana doktora Howarda.
Recepcjonistka przewróciła kartki w białym, eleganckim notatniku i kiwnęła głową.
- Zgadza się, gabinet numer trzy, drugie piętro. - powiedziała z uśmiechem.
- Dziękuję. - odparła Hermiona i wzięła Dracona za rękę. Szli razem po schodach i gdy zatrzymali się przed gabinetem numer trzy, na chwilę spojrzeli sobie w oczy.
- Nie chcę robić sobie zbyt dużych nadziei. - powiedział szczerze Draco.
- Wiem. - Hermiona puściła rękę Dracona, zapukała do drzwi i po chwili weszła z Malfoyem do gabinetu.
Wysoki, ciemnowłosy lekarz w okularach wyglądający na pięćdziesiąt lat uśmiechnął się do Hermiony i Dracona i wskazał im krzesła naprzeciwko własnego biurka.
- Witam, z jakim problemem państwo do mnie przychodzą? - zapytał uprzejmie.
Draco wpatrywał się w mugolskiego lekarza jak zaklęty, więc z odpowiedzią pospieszyła Hermiona.
- Mój partner ma tatuaż którego chciałby się pozbyć, jednak obawia się czy to w ogóle będzie możliwe. - powiedziała i spojrzała na siedzącego obok Ślizgona.
- Rozumiem, gdzie znajduje się tatuaż? -
- Na lewym przedramieniu po wewnętrznej stronie. - tym razem odpowiedział mu Draco.
- Proszę pokazać. - zarządził lekarz, po czym Draco ściągnął płaszcz i podwinął rękaw czarnego golfu.
Czuł się niekomfortowo ponieważ pierwszy raz w życiu z własnej woli musiał pokazać Mroczny Znak całkowicie obcej osobie, jednak świadomość iż dla mugolskiego lekarza był to zwyczajny tatuaż bez większego znaczenia, pozwalała mu się trochę odprężyć.
- Tatuaż jest dosyć duży i ma w miarę jasną barwę. - zaczął doktor Howard. - Kiedy został zrobiony? -
- Prawie dwa lata temu. - odpowiedział Draco.
- Tusz powinien być o wiele bardziej widoczny, ktoś spaprał panu robotę ale to dobrze, łatwiej będzie się go pozbyć. - dodał z satysfakcją lekarz i poprawił okulary. - Pierwszy zabieg możemy wykonać już teraz, drugi za dwa dni, o ile wszystko będzie się ładnie goiło, co pan na to, panie Malfoy? -
W gabinecie zapadła cisza. Oczy lekarza i Hermiony utkwione były w młodym arystokracie i dopiero po chwili usłyszeli jego zdecydowany głos.
- Dobrze, chcę go usunąć. -
- Świetnie, ale muszę pana ostrzec że pomimo znieczulenia może pan odczuwać dość silny ból. Proszę tutaj zaczekać, muszę przygotować wszystko do zabiegu. - odparł lekarz i wyszedł z gabinetu zostawiając ich samych. Hermiona wyciągnęła spod kurtki podłużny przedmiot, kazała Draconowi odsłonić przedramię i stuknęła w nie różdżką.
- Rzuciłam na twoją rękę zaklęcie znieczulające, wraz z mugolskim znieczuleniem z pewnością nic nie będziesz czuł. - uśmiechnęła się do niego czule i schowała różdżkę z powrotem pod kurtką.
- Nie boję się bólu, ale co jeżeli w trakcie zabiegu okaże się że tatuaż nie chce zniknąć? - zapytał marszcząc brwi.
- Wtedy rzucę na nich zaklęcie zapomnienia i nie będą nawet pamiętać że tutaj byliśmy. - odparła Hermiona.
- Czasami prawdziwa z ciebie wiedźma. - szepnął Draco i już chciał pocałować dziewczynę jednak w tej samej chwili do gabinetu wszedł lekarz z pielęgniarką i poprosił by Draco poszedł za nim do gabinetu zabiegowego. Hermionę poproszono o przejście do poczekalni. Minuty wlokły się niczym w smole. Gryfonka już dziesięć razy zdążyła przeczytać te same gazety które leżały na stojaku obok foteli i zaczynała śmiertelnie się nudzić. Gdy poczuła że jej powieki niebezpiecznie opadają w dół, drzwi od gabinetu otworzyły się na oścież i stanął w nich Draco z miną której nie mogła odgadnąć. Przedramię miał zabandażowane więc nie widziała efektu, jednak po chwili Draco pełen przejęcia podszedł do niej i powiedział.
- Znika, tatuaż znika! -
Hermiona szeroko się uśmiechnęła i spojrzała na stojącego za nimi lekarza.
- Proszę przyjść w czwartek, jeżeli wszystko będzie w porządku dokończymy zabieg. - powiedział doktor i zniknął za drzwiami zabiegówki.
- Nic nie bolało, chociaż gdy zauważyłem co ten lekarz chce mi wbić w rękę za pierwszym razem miałem ochotę stamtąd wybiec. - powiedział Draco zakładając płaszcz.
- Wypij, to eliksir przyspieszający gojenie, dzięki temu w czwartek na pewno będzie już po wszystkim. - powiedziała i podała blondynowi zielony flakonik.
Wychodząc Draco zapłacił za pierwszy zabieg ponad tysiąc funtów i z radością jakiej nie czuł już od bardzo dawna wyszedł na mroźną, zatłoczoną ulicę Londynu.

~

Środa mijała im pod znakiem filmów i gier. Hermiona ciągnęła Dracona po kinach i wszelkiego rodzaju arkadach gdzie znajdowały się wszelakie interaktywne gry i zabawy. Arystokrata jednak nie wydawał się być tym wszystkim zmęczony lub znużony. Z przyjemnością płacił za kolejne seanse, które swoją drogą niesamowicie przypadły mu do gustu. Wielka galeria w której spędzili większość czasu tętniła życiem, a oni co rusz zatrzymywali się w którymś ze sklepów. Draco po przymierzeniu i kupieniu pięciu ekskluzywnych koszul wszedł do działu kobiecego i kazał Hermionie wybierać.
- Nie stać mnie Draco. - szepnęła Gryfonka konspiracyjnie.
- Ja płacę, więc się nie przejmuj. - powiedział arystokrata i rozejrzał się po wieszakach.
- Nie ma mowy. - wysyczała szatynka.
- Nie dyskutuj! - jęknął i pchnął ją w kierunku działu z sukienkami.
Hermiona westchnęła i po kilkunastu minutach weszła do przymierzalni z kilkoma wieszakami w ręce. Za każdym razem gdy coś przymierzała Draco prosił ją by mu się pokazała. Ani razu nie zgłosił sprzeciwu, co bardzo ucieszyło Hermionę, bo to znaczyło że z jej gustem nie jest jeszcze tak źle.
- Kupiłem to dla twojej babci, myślisz że się jej spodoba? - zapytał Draco i pokazał Hermionie piękny, jedwabny szal.
- Będzie zachwycona! - przyznała Gryfonka i uśmiechnęła się czule do chłopaka.
Pół godziny później zajęli miejsce w jednej z galeryjnych restauracji.
- Zaczekaj na mnie chwilę, zaraz wrócę. - powiedział Draco gdy dopił herbatę i po chwili zniknął Hermionie z oczu.
Kasztanowłosa siedziała w wygodnym fotelu i delektowała się zamówionymi wcześniej lodami. Gdy skończyła jeść zaczęła się lekko denerwować, jednak zanim wpadła w panikę Draco zdążył wrócić.
- Przepraszam że czekałaś, możemy iść? -
- Tak. - przytaknęła mu Hermiona i gdy blondyn zapłacił rachunek wspólnie udali się do uliczki, w której za pomocą teleportacji znów znaleźli się przed domem babci.

~

Drugi zabieg usunięcia tatuażu minął szybciej niż poprzedni. Gdy znalazł się w domu i czekał aż Hermiona skończy brać prysznic wciąż przyglądał się swojemu "nowemu" przedramieniu.
Znak zniknął na dobre, był już tylko mglistym, złym wspomnieniem które Draco za wszelką cenę chciał usunąć z pamięci. Ku swojemu zaskoczeniu fantomowy ból który czuł przez prawie dwa lata od momentu wyjścia z kliniki już się nie pojawił. Miał ochotę wpaść do swojego domu, odsłonić rękę i pokazać matce czego dokonali mugole, a czego nikt w magicznym świecie nie mógł dla niego zrobić. Od czasu przyjazdu do domku babci Rosie czuł że zaczyna rozumieć świat w jakim urodziła się i wychowała dziewczyna którą pokochał. Rano Mike i Jo znów poprosili go o pomoc w lepieniu bałwana, tym razem na podjeździe pani Granger, ich ojciec po skończonej zabawie zaprosił go na małe piwko w garażu gdzie własnoręcznie zbijał dla córki nowe łóżeczko. Wieczorem, po powrocie z kliniki babcia Rosie wmusiła w nich po kilka kawałków ciasta i napoiła ciepłym kakao. Czuł że zaczyna zapominać o swoim dawnym życiu i domu. Nie bał się tego, lecz powrotu do rzeczywistości. Nie wiedział co go w niej czeka i z czym przyjdzie mu się zmierzyć. Gdy po gorącym prysznicu wbił się w szary dres i usiadł na łóżku gdzie już czekała na niego Gryfonka w jasnoróżowej piżamie, ogarnęła go senność. Położył się pod kołdrą, zamknął oczy i głośno ziewnął.
- Twoja babcia nie będzie zła, jeśli cię tutaj przyłapie? - zapytał sennym głosem.
- Babcia już śpi a ja za chwilę wychodzę. - odparła Hermiona i odgarnęła mu włosy z twarzy.
- Zostań. - mruknął i objął ją ramionami przyciągając bliżej siebie.
Hermiona położyła się obok Dracona i wtuliła w jego klatkę piersiową. Czuła jak ogarnia ją błogi sen. Silne, ciepłe ramiona chłopaka otoczyły ją i ukoiły. Wtuliła się mocniej i choć wiedziała że powinna wyjść już po minucie jej świadomość odpłynęła w krainę sennych marzeń. Oboje będąc pogrążonymi w głębokim, spokojnym śnie, nie zauważyli jak babcia uśmiechając się na ich widok gasi światło w pokoju i cicho zamyka za sobą drzwi.

~

Siedział na dywanie przed kanapą już od kilku dobrych godzin z przerwami, i ledwo mógł wytrzymać potok łez wypływający z oczu Gryfonki którą trzymał w objęciach. Dzień przed Sylwestrem którego mieli spędzić w całkowicie innym miejscu (jakim, tego mu Hermiona nie chciała wyjawić), zgodził się na obejrzenie dwóch wersji kinowych "Romea i Julii" by, jak to ujęła Hermiona "jeszcze lepiej wczuł się w rolę Romea". Pierwszy film kostiumowy będący praktycznie wiernym oddaniem książki uważał za udany, jednak drugi, będący jego całkowitym przeciwieństwem wywarł na nim ogromne wrażenie. Reżyser postanowił umieścić historię kochanków w teraźniejszości i zamiast dwóch rodów szlacheckich, wplótł motyw dwóch mugolskich gangów. Muzyka, szybkie tempo akcji, kolory, gra aktorska, to wszystko sprawiło że historia nabrała zupełnie innego wymiaru niż wersja klasyczna. Czuł, że w jakiś dziwny sposób jest mu bliska. Raz tylko poczuł ukłucie zazdrości gdy Hermiona widząc aktora na ekranie jęknęła "Ach, DiCaprio!", lecz widząc jego minę tylko się zaśmiała i lekko zarumieniła. Scena w której Julia strzeliła sobie w głowę z pistoletu (co to pistolet Hermiona wytłumaczyła mu na początku filmu), zrobiła na Draconie największe wrażenie. Po seansie, gdy Gryfonka ocierała z policzków łzy wzruszenia Draco wyjął z kieszeni podłużne pudełeczko, otworzył je, odgarnął włosy Hermiony na bok i zawiesił na jej szyi mały, lśniący przedmiot.
Hermiona spojrzała w dół a jej oczom ukazał się piękny, złoty łańcuszek delikatny niczym pajęcza nić. Pośrodku znajdował się wisiorek w kształcie małego smoka z rozpostartymi skrzydłami, którego oczy przyozdabiały dwa, lśniące diamenciki. Dotknęła ozdoby palcami i odwróciła się by spojrzeć chłopakowi w twarz.
- Jest piękny. - stwierdziła wzruszona. - Dziękuję. -
- Chcę, by przypominał ci o mnie w chwilach gdy nie będę mógł być blisko ciebie. - powiedział Draco i spojrzał na delikatny wisiorek.
Hermiona wyczytała niepewność w stalowo szarych oczach, więc objęła dłońmi jego twarz i złożyła długi, ciepły pocałunek na jego chłodnych wargach. 
"Oby tych chwil bez ciebie było jak najmniej" pomyślała i wtopiła się w jego ramiona jeszcze mocniej.

~

Pożegnanie babci Rosie nie obyło się bez łez. Hermiona z zaczerwienionymi oczami obiecała pisać jak najczęściej, a Draco przytulił staruszkę i przyrzekł że latem też postara się ją odwiedzić. Odnosił wrażenie jakby żegnał się z własną babcią i z własnym domem rodzinnym. Omiótł wzrokiem salon i przedpokój, spojrzał w sufit by przypomnieć sobie stary pokój pana Grangera i gdy Hermiona złapała go za ramię dał się prowadzić w nieznane mu miejsce dzięki teleportacji łącznej. Wylądował twardo na ubitej, zmarzniętej ziemi i nie mógł uwierzyć w widok który jawił mu się przed oczami.

*

Dom przed którym się znalazł ciężko było zaliczyć do jakichkolwiek standardowych domów. Każde piętro budowli było innego koloru i znajdowało się również pod innym kątem niż pozostałe. Z każdej kondygnacji wyrastał kolorowy komin i miał wrażenie że ta dziwna wieża z koślawych pięter zaraz runie.
- Witaj w Norze! - krzyknęła uradowana Hermiona. - To dom rodzinny państwa Weasley. - dodała z dumą.
Draco słysząc tę wiadomość otworzył oczy ze zdumienia jeszcze szerzej.
- To... to jest dom Weasleyów? - wydukał.
- Wiem że może wydawać się dziwny, ale moim zdaniem jest oryginalny. - stwierdziła Hermiona.
- Oryginalny... to dobre słowo. - powiedział i zaraz dodał bardziej przytomnym tonem. - Chcesz spędzić Sylwestra w domu Weasleyów? -
- Dostaliśmy zaproszenie od Rona i Ginny, nie mówiłam ci wcześniej bo pewnie chciałbyś się wykręcić. -
- No raczej. - burknął i zmarszczył brwi.
- Blaise i Pansy też zostali zaproszeni i z tego co wiem, to chyba już tu są. - powiedziała Hermiona z zadowoleniem i podeszła do drzwi po czym energicznie w nie zapukała.
- Jak to Blaise i Pansy też tutaj są? Dlaczego ja nic o tym nie wiem. - zaczął zrzędzić Draco, jednak gdy drzwi otworzył im Artur Weasley, ojciec Rona i Ginny, automatycznie zamilkł.
- Dobry wieczór panie Weasley! - zawołała Hermiona i przeszła przez próg ciągnąc za sobą Dracona.
- Dobry wieczór Hermiono, witaj Draconie. - odezwał się Artur miłym tonem i podał Ślizgonowi dłoń. Draco lekko się zmieszał jednak odwzajemnił zdecydowany uścisk pana domu.
- Przepraszamy, że zwalamy się tak państwu na głowę. - zaczęła Hermiona i odstawiła na bok walizki i kufer.
- Nic nie szkodzi Hermiono, ja i Molly i tak spędzamy ten wieczór w Ministerstwie. Tegoroczny bal zapowiada się naprawdę niesamowicie. - odparł pan Weasley i gestem dłoni wskazał im wejście do salonu, gdzie czekali już na nich przyjaciele.
Harry, Ron, Ginny, Neville, Hanna i Luna zerwali się z miejsc i zaczęli energicznie witać się z Hermioną oraz nieco bardziej zdystansowanie z Draconem. Blaise podszedł do przyjaciela, ścisnął mu dłoń i mocno poklepał go po plecach. Pansy nigdzie nie było widać. Kilka minut później z góry zeszła Molly Weasley, żona pana Artura, ubrana w czarną, elegancką kreację. Draco zapamiętał tę kobietę jako pulchną i pełną wigoru, jednak po wojnie i stracie jednego z synów jej aparycja trochę się zmieniła. Straciła nieco na wadze a i oczy jakby zdawały się być smutniejsze i pozbawione dawnego błysku. Poczuł dziwny ból w klatce na widok matki Rona.
Molly Weasley stanęła obok męża i wzięła go pod ramię.
- Życzę wam udanej zabawy Sylwestrowej, dzieci. Wiem że jesteście już dorośli ale pamiętajcie żeby mimo wszystko się zachowywać i nie puścić domu z dymem. - powiedziała poważnie jednak po chwili uśmiechnęła się czule i spojrzała na męża z dumą.
- Szczęśliwego Nowego Roku! - zawołał Artur i zaraz po tych słowach okręcił się w miejscu wraz z małżonką, by po chwili zniknąć dzięki teleportacji.
Ron opadł na kanapę i głośno westchnął.
- No w końcu! Luna, kotku, mogłabyś mi zrobić tego drinka co wczoraj? - zapytał stojącą obok blond dziewczynę.
- Jasne! - odparła Luna i ochoczo podeszła do barku.
Ginny pociągnęła Hermionę do kuchni i od progu zalała ją gradem pytań.
- Jak ci minęły święta? A Draco? Podobało mu się u ciebie? Opowiadaj! - pisnęła.
- Było naprawdę super, ale zanim przejdę do konkretów powiedz mi gdzie jest Pansy? Nigdzie je nie widzę. - zdziwiła się szatynka.
Ginny westchnęła i pokazała palcem sufit.
- Jest w starym pokoju Percyego, nie wychodzi z niego od wczoraj, odkąd przyjechał Blaise. -
Hermiona zmarszczyła brwi. Z salonu zaczęły dobiegać głośne dźwięki muzyki i śmiech Harryego.
- Nie może spędzić tak Sylwestra. - uparła się Hermiona. - Idę z nią pogadać. Zaraz wrócę i opowiem ci jak było u babci. - powiedziała i uśmiechnęła się do płomiennie rudej przyjaciółki. Po pokonaniu dwóch pięter schodów, stanęła w końcu przed drzwiami pokoju Percyego i zapukała w nie delikatnie.
- Cześć Pansy tu Hermiona, mogę wejść? - zapytała i dopiero po minucie usłyszała w odpowiedzi ciche "wejdź".
Gdy Gryfonka zamknęła za sobą drzwi i spojrzała przed siebie ujrzała stojącą na balkonie Pansy, wpatrzoną w nocne, gwieździste niebo. Zanim podeszła do dziewczyny wyczarowała dwa, ciepłe palta i zarzuciła jedno na siebie.
- Proszę. - powiedziała i podała Ślizgonce drugie. Pansy kiwnęła w podziękowaniu głową i okryła ramiona przyjemnym materiałem.
Przez chwilę obie stały w milczeniu i podziwiały zimowe niebo. Pierwsza odezwała się Pansy wciąż przyglądając się gwiazdom.
- Jak Draco przeżył wizytę u mugoli? - zapytała niby to od niechcenia.
Hermiona wzruszyła ramionami i odpowiedziała spokojnie.
- Chyba mu się podobało. Lepił bałwany, jeździł na łyżwach, zwiedzał Londyn i pił mugolskie piwo z moim sąsiadem. -
Pansy przeniosła wzrok na Gryfonkę.
- Narcyza chyba cię zabije, zepsułaś jej syna. -
Hermiona spojrzała w czarne oczy dziewczyny i w tym samym momencie obie wybuchły śmiechem.
- Tak, można tak powiedzieć. - zaśmiała się szatynka. - W lepieniu bałwanów z dzieciakami osiągnął już mistrzostwo. -
Pansy pokręciła głową z niedowierzaniem i znów spojrzała w niebo.
- Jest w tobie coś, co sprawia że zmieniasz ludzi. - stwierdziła Ślizgonka i zaraz posmutniała. - Nie musisz tu ze mną siedzieć, na dole zaczęła się już pewnie impreza. - dodała.
- Chodź ze mną, bez ciebie nie będzie fajnie. - odparła Hermiona.
Pansy prychnęła.
- Jasne. -
- Siedzisz tutaj bo na dole jest Blaise? - zapytała kasztanowłosa prosto z mostu.
Brunetka spuściła wzrok. Jej czarne włosy zasłoniły twarz ciemną kaskadą.
- Coś ci powiem, bo już nie mogę dłużej wytrzymać.. - powiedziała nagle Pansy, a jej głos przybrał dziwną, mroczną barwę. - Jak myślisz, jak minęły mi święta? - zwróciła się w kierunku Hermiony.
Gryfonka wiedziała że odkąd matka Pansy trafiła do Azkabanu, w jej domu mieszka już tylko ojciec. Święta raczej nie należały do zbyt radosnych.
- Podejrzewam że było dosyć smutno. - odparła.
Pansy zrobiła kwaśną minę.
- Wręcz przeciwnie. Mój stary nawalił się jak szpadel i w kółko śpiewał świąteczne piosenki. Nic tylko darł się godzinami na cały dom, aż w końcu zasnął. Każdego ranka skrzaty sprzątały po jego libacjach a on każdego wieczoru od nowa zaczynał pić. Pierwszego dnia, w Wigilię odwiedził nas mój starszy brat z żoną. Wtedy jeszcze ojciec trzymał fason, ale gdy tylko wyszli z domu od razu chwycił za butelkę. - przerwała na chwilę Pansy, a Hermiona poczuła że robi jej się zimno, ale nie z powodu panującego na zewnątrz chłodu. Po chwili dziewczyna kontynuowała. - Trzeciego dnia, gdy próbowałam położyć go do łóżka zaczął wywrzaskiwać że nasza matka to kawał zdziry, bo zamiast zająć się nim ganiała za Voldemortem więc ma co chciała. Oznajmił że nie pozwoli by spotkał mnie taki sam los, więc po skończeniu Hogwartu mam się zacząć szykować do ożenku, oczywiście z kimś z rodu czystej krwi, bo ze mnie i tak lepszego pożytku nie będzie... później zachwiał się, przewrócił i zasnął. - Pansy uniosła głowę i spojrzała w gwiazdy. Wyciągnęła przed siebie prawą rękę i zacisnęła ją kilkakrotnie, jakby chciała złapać odległe planety i gwiazdy. - Blaise i Draco mieli w drugi dzień świąt spotkanie w Malfoy Manor z państwem Greengrass. Można powiedzieć że klamka już zapadła... jak ty to znosisz? - zapytała Hermionę odwracając w jej kierunku swoją twarz.
- Ja... ja.. - Hermiona poczuła zmieszanie. - Wierzę, że jeszcze nic nie jest przesądzone. - odpowiedziała i dotknęła złotego smoka zawieszonego na swojej szyi.
Pansy uśmiechnęła się krzywo.
- Zazdroszczę ci tej wiary. - powiedziała i spojrzała w niebo. - Ja jedyne w co wierzę to w to, że życie moje, Dracona i Blaisea, oraz całej reszty rodów czystej krwi to jedno wielkie gówno. Jako jednostki nie liczymy się dla nikogo. Mój własny ojciec ma mnie gdzieś. Mogłabym przestać istnieć, a jego by to nawet nie obeszło... Matka... wiem że popierała Voldemorta, ale dzięki niej choć trochę czułam się kochana... Czy to zbrodnia że za nią tęsknię? - zapytała cicho.
- Nie. - odpowiedziała jej Hermiona. - Bez względu na to kim była i co robiła, to twoja mama. - dodała.
- Teraz nie mam już nikogo... - głos dziewczyny był coraz bardziej ponury.
- Masz Blaisea. - odparła szatynka.
Pansy pokręciła głową.
- To Daphne Greengrass go ma... ta cholerna... okropna... Daphne Greengrass... - jęknęła brunetka a po jej policzkach popłynęły łzy.
Hermiona pierwszy raz w życiu widziała jak Ślizgonka płacze. Pełna bólu, cierpienia, samotności i złości. Świat czarodziejów który dla Hermiony wydawał się być czymś nieskończenie niesamowitym, dla innych był przykrą, brutalną rzeczywistością. Ramiona Pansy drżały od szlochu, jednak Hermiona nie ośmieliła się jej dotknąć.
- Kochasz Blaisea. - stwierdziła cicho po chwili. - Mówiłaś mu to? -
- Niby po co. - warknęła brunetka. - Nigdy nie był i nigdy nie będzie mój. - dodała.
- Skąd wiesz? - odezwał się nagle głos z końca pokoju.
Dziewczyny odwróciły się i zobaczyły Blaisea Zabiniego stojącego w drzwiach.
- Pójdę zobaczyć czy Ginny mnie nie szuka. - przerwała ciszę Hermiona i szybko wyszła z pokoju zamykając za sobą drzwi.
Pansy chciała ruszyć za nią lecz gdy mijała Blaisea ten chwycił ją za ramię i nie chciał puścić.
- Jeżeli myślisz że dam ci teraz tak po prostu wyjść, to się grubo mylisz. - powiedział i spojrzał w zapłakane oczy Parkinson.
- Nic ci nie powiem. - odparła dziewczyna.
- Nie musisz. - Blaise przyciągnął ją do siebie i zamknął w objęciach swoich silnych ramion.
Drżąc, czując jak kolejne łzy spływają jej po policzkach pozwoliła sobie  na to by zatopić się w jego pełnych, ciepłych ustach których tak pragnęła a które już nigdy nie miały być jej.

~

Hermiona prawie biegiem zeszła na dół i zatrzymała się dopiero gdy u końcu schodów Draco chwycił ją za rękę.
- Co się stało? - zapytał widząc jej minę.
Gryfonka potrząsnęła głową i poprowadziła arystokratę do kuchni.
- Rozmawiałem z Blaisem, poszedł na górę bo martwił się o Pansy. Powiedziała ci coś? - Draco nie krył zdenerwowania.
Hermiona znowu potrząsnęła głową i nagle, niczym małe dziecko wtuliła się w Dracona uczepiając się jego czarnej koszuli. Gdy usłyszał jej szloch nie potrzebował słów. Skoro nic nie szło dobrze, a wszystko dookoła zdawało się być jednym, wielkim bałaganem, rozumiał jak sprzeczne emocje rodzą się w ich sercach. Znajdzie miejsce, odnajdzie sposób na to by wszystko jeszcze się udało, chociaż nie miał na razie pojęcia jak.
- Jestem z tobą. - powiedział i przytulił ją mocniej. - Jestem z tobą... -
Stali tak przez chwilę aż w końcu do kuchni weszła Ginny i oznajmiła że jeszcze trochę, a Harry wraz z Ronem w pojedynkę opróżnią cały barek. Pół godziny później do salonu zeszła Pansy a zaraz za nią Blaise. Głośna muzyka, alkohol i przyjemna atmosfera pozwoliły choć na chwilę zapomnieć o smutkach codzienności. Pary co jakiś czas wstawały z miejsca by zatańczyć, zrobić sobie kolejnego drinka lub wziąć coś do jedzenia. Pięć minut przed północą wszyscy wyszli do ogródka, gdzie wcześniej Harry wraz z Nevillem rozstawili fajerwerki.

- Ostatni pocałunek w tym roku. - powiedziała z uśmiechem Hermiona na co Draco natychmiast ją pocałował. - I pierwszy w nowym. - dodała kilka minut później i znów poczuła jego usta, wcześniej zwilżone szampanem. Fajerwerki wystrzeliwały w górę ze świstem i niczym małe komety pędziły ku zimowemu niebu. Rozświetlały ogród i całą okolicę setkami kolorów, odbijały się w oczach patrzących na nie z zachwytem zebranych i napawały nadzieją na lepsze jutro. Jutro, które wciąż było niepewne i nieznane.









niedziela, 24 września 2017

Rozdział 9.

Witajcie w rozdziale dziewiątym!

*~~~~~~~*~~~~~~~*

Jeśli gwałt i trucizna, ognie i sztylety
Dotąd swym żartobliwym haftem nie wyszyły
Kanwy naszych przeznaczeń banalnej, niemiłej,
To dlatego, że brak nam odwagi – niestety! - "Kwiaty zła" Charles Baudelaire

*

Dzień przed balem pani Pomfrey zgodziła się by oboje opuścili skrzydło szpitalne. Mimo iż zastała ich śpiących obok siebie dwie noce z rzędu nie skomentowała tego w żaden sposób, kazała jedynie się oszczędzać i zakazała ponownych kąpieli w jeziorze.

- Już myślałem że ominie nas impreza. - powiedział Draco do Hermiony gdy wracali korytarzem do swojego dormitorium.
Szatynka słysząc to splotła nerwowo dłonie i spojrzała przed siebie.
- Czy nadal aktualne jest nasze wspólne wyjście? - zapytała niepewnie.
- To znaczy? -
- W liście twoja mama wspominała byś zaprosił Astorię.. myślałam że..-
- Czasami za dużo myślisz. - odparł spokojnie. - Poprosiłem ciebie i jeśli z twojej strony nic się nie zmieniło, to jutro o osiemnastej będę czekał na ciebie przy kominku. - powiedział i uchylił dla niej ramy obrazu. Jednak w salonie już ktoś na nich czekał. Gdy tylko przekroczyli próg, Blaise wstał z fotela i zwrócił się w ich stronę.
- Cześć. - powiedział i lekko uniósł rękę.
- Cześć Blaise, ty nie na zajęciach? - odpowiedziała mu Hermiona z uśmiechem. - Czekałeś tu na nas? -
- Tak... - odparł spięty. - Chciałem z tobą pogadać Draco. - zwrócił się w kierunku blondyna.
- Idę wziąć prysznic. - rzuciła natychmiast Gryfonka i po chwili zniknęła za drzwiami łazienki.
W salonie zapanowała cisza. Draco usiadł na kanapie i za pomocą różdżki wyczarował dzbanek herbaty i dwa kubki.
- Napijesz się? - zapytał Blaisea który w międzyczasie usiadł w fotelu obok.
- Tak, dzięki. - odparł lecz nie wziął kubka do ręki. - Wiesz... - zaczął nieśmiało. - Gdy Terence przybiegł powiedzieć mi co się stało byłem razem z Pansy u mnie, rozmawialiśmy. Myła mi głowę za to że nie potrafię zmusić się do rozmowy z tobą, ale ja nie wiedziałem co miałbym w ogóle powiedzieć... Ale gdy przybiegliśmy pod skrzydło szpitalne i zobaczyłem ciebie i Hermionę nieprzytomnych.. Wtedy od razu wiedziałem. Wiem że jestem lekkoduchem i tak naprawdę to gówno wiem o życiu, wiem też że nasze sytuacje znacznie się różnią, dlatego wybacz mi stary.. Już nigdy nie każę ci robić co ja uważam za słuszne. Nie wiem jaką podejmiesz decyzję, ale wiedz że zawsze będziesz miał we mnie przyjaciela, bez względu na to co postanowisz. - powiedział po czym spojrzał w twarz arystokraty. Draco z początku poważny, zaczynał powoli się uśmiechać.
- Nie pomyślałbym że widok mojego podtopionego ciała tak cię wzruszy. Doceniam to. Ale zapomnijmy już o tym. Ja też nie wiedziałem jak z tobą rozmawiać.. - odparł. - Ale wiesz co Blaise? Miałeś rację. Zawsze wszystko robiłem dla wygody. Ciągle byłem przez kogoś sterowany, bo każdy wiedział że dam sobą rządzić. Ale teraz... Teraz spróbuję zrobić coś po swojemu. Możliwe że mi się nie uda, jest to wielce prawdopodobne, ale przynajmniej będę mógł spojrzeć w lustro i nie zwymiotować na swój widok. -
- To znaczy? - zapytał lekko zdezorientowany Blaise.
- To znaczy, że idę na bal z Hermioną a nie z Astorią, jak chciała moja matka. -
- Z Hermioną? - wyprostował się automatycznie Zabini. - I od kiedy mówicie sobie po imieniu? - zauważył.
- Od momentu w którym oboje znaleźliśmy się na dnie. Dosłownie. -
Blaise upił łyk herbaty i odstawił kubek na stolik pogrążając się w myślach. Podniósł wzrok gdy Draco ponownie się odezwał.
- Zaprosiłeś Daphne na bal? - zapytał blondyn.
- Nie. Poprosiłem Pansy. -
- I co ona na to?-
- Zgodziła się. -
- Świetnie. - odparł szczerze Malfoy. - Już myślałem że będziesz leżał sam w dormitorium i zalewał smutki Ognistą. -
- Chciałbyś! Chyba zapomniałeś że jestem odpowiedzialny za muzykę i procenty na imprezie. - dodał z uśmiechem mulat.
- Taaaak... - zamyślił się blondyn. - Wiesz co Blaise, jest coś w czym mógłbyś mi pomóc, ale mamy czas tylko do jutrzejszego wieczora. -
- O co chodzi? -
- Wytłumaczę ci wszystko w drodze do sowiarni, chodźmy. - powiedział Draco po czym wstał i po chwili razem z przyjacielem opuścił dormitorium.

*

Ubrana w miękki szlafrok niepewnie wyszła z łazienki, lecz gdy zauważyła że salon jest pusty odprężyła się i uśmiechnęła do siebie. Miała nadzieję że Ślizgoni pogodzili się i znów między wszystkimi  zapanuje dawna atmosfera. Weszła do swojego pokoju, zamknęła za sobą drzwi po czym wyciągnęła z szafy czysty mundurek i ledwo skończyła się ubierać gdy usłyszała pukanie.
- Proszę! - zawołała.
W progu stanęła Ginny z wielkim pakunkiem w rękach. Na widok Hermiony dziewczyna odłożyła paczkę na ziemię, podbiegła do koleżanki i mocno ją przytuliła.
- Tak się cieszę że nic ci nie jest! - powiedziała przejęta i odsunęła się od szatynki.
- Ja też się cieszę Ginny. Dziękuję za kwiaty. -
- Jakie kwiaty? - zdziwiła się ruda.
- W czwartkowy ranek znalazłam na swoim łóżku bukiet kwiatów, myślałam że to od ciebie i chłopaków. -
- Przykro mi Miona ale to nie od nas. Chcieliśmy cię odwiedzić, ale pani Pomfrey kategorycznie zakazała nam do was wchodzić.  -
- Ciekawe.. - zamyśliła się Hermiona.
- Może jakaś fanka Malfoya prześliznęła się w nocy. Lecz wtedy nie kładłaby kwiatów na twoim łóżku. - zażartowała Ginny, lecz Hermiona wyglądała na zawstydzoną.
- Prawdę mówiąc to na naszym. - zarumieniła się lekko.
- Jak to na "waszym"? -
- Draco przybliżył oba łóżka by było nam cieplej. Spaliśmy obok siebie żeby nie marznąć, tylko nic sobie nie wyobrażaj! - jęknęła.
- Draco... przybliżył łóżka... Draco? - dukała Ginny. - Odkąd jesteście na "ty"? -
Hermiona westchnęła i usiadła na łóżku. Po ciszy która trwała przez chwilę znów zaczęła mówić.
- Zanim obudziłam się w skrzydle szpitalnym myślałam że nie żyję. Nic nie widziałam, nic nie słyszałam... Byłam w pustce, jakbym przeniosła się w próżnię. Ale gdy wracała mi świadomość i w końcu otworzyłam oczy dostrzegłam że leży obok mnie i miałam ochotę popłakać się z radości. Przeprosił mnie, a ja na niego naskoczyłam... On.. On zrobił to celowo Ginny. Nie poleciał trenować Quiddicha, chciał ze sobą skończyć. - przerwała na chwilę Hermiona. Weasleyówna usiadła obok niej i nie odezwała się choćby słowem. - Zaczęliśmy rozmawiać, Draco otworzył się przede mną i dzięki temu w końcu zrozumiałam co czuje. Tak mało go znałam... On nie chce wychodzić za Astorię, ale jednocześnie chce dbać o matkę... Czuł się uwięziony i nie widział już innego wyjścia. Powiedziałam mu że bardzo go lubię, że może nawet trochę za bardzo i wypowiedziałam jego imię, a on... - przerwała.
- A on? - zapytała Ginny.
- A on odpowiedział że też bardzo mnie lubi i zwrócił się do mnie po imieniu. - odpowiedziała.
Ginny uśmiechnęła się łagodnie i przejechała dłonią po długich włosach Hermiony.
- Skoro już wiesz co było i co nadal jest powodem jego cierpienia, to co dalej planujesz? -
Hermiona wzruszyła ramionami.
- I tak nic nie mogę dla niego zrobić. Jego matka pewnie postawi na swoim a Astoria w końcu zostanie panią Malfoy. - odpowiedziała smutno.
- Powiedz mi, Miona... W którym momencie przestałaś walczyć? - zmarszczyła brwi Ginny.
- Słucham? -
Weasleyówna wstała, podeszła do pakunku i podniosła go z podłogi. Po kilku krokach postawiła paczkę na łóżku i zaczęła ją powoli otwierać.
- Nie jesteś dziewczyną która się poddaje, nawet jeśli na końcu poniesiesz klęskę, wiesz że robiłaś co mogłaś. Za to cię szanuję. - powiedziała z powagą i rozwiązała kokardę. - Nikt nie mówi że będzie łatwo, jego rodzina należy do czarodziejskiej elity rodów czystej krwi, chociaż oficjalnie nic takiego nie ma. - dodała i zdjęła wieko z pudełka. - I chociaż czeka was jeszcze wiele przeszkód, to wierzę, że jutrzejszy wieczór będzie niesamowity. - stwierdziła i wzięła w ręce jedną z najpiękniejszych sukni jakie Hermiona widziała w życiu. - Jestem pewna że w tej kreacji zapadniesz mu w pamięć już na zawsze. - uśmiechnęła się szeroko widząc wielkie oczy szatynki i nie zwlekając kazała jej wstać i zacząć się rozbierać by przymierzyć jedną z sukni od Fleur.

*

Gdy Daphne i Milicenta opuściły dormitorium w końcu mogła usiąść i spokojnie się nad wszystkim zastanowić. Była już prawie gotowa, Blaise powiedział że będzie czekał przy wejściu do Wielkiej Sali, więc zostało jej tylko założyć buty i iść. Jednak ona siedziała uparcie na miękkiej pościeli i czuła że z każdą chwilą denerwuje się coraz bardziej. Gdy tydzień temu Blaise poprosił ją by poszła z nim na bal, poczuła się szczęśliwa, a już od dawna nie było jej to dane.
Jednak teraz znów pojawiło się w niej zwątpienie. Bała się że zbyt wielkie ma nadzieje i za dużo od niego oczekuje. Gdy tamtego dnia przeczytała treść listu matki Dracona, zrozumiała w końcu swoje uczucia. Nigdy dokładnie się nad nimi nie zastanawiała i nie poświęcała im swojej uwagi, jednak tamtego wieczoru pojęła że Blaise już dawno przestał być dla niej tylko przyjacielem. Znał ją lepiej niż ona sama, zawsze mogła na niego liczyć, nigdy się od niej nie odwrócił,  lecz mimo to nie pozwalała sobie na poczucie do chłopaka czegoś więcej. Zawsze wszyscy mieli ją za wyniosłą, oziębłą dziewczynę ze Slytherinu, którą ona sama niejednokrotnie się czuła. Lecz teraz, patrząc na Daphne i wyobrażając ją  sobie u boku Blaisea, miała ochotę krzyczeć, wyć i płakać, jak jeszcze nigdy wcześniej. Westchnęła cicho i powoli wstała. Przejrzała się w wielkim, podłużnym lustrze i stwierdziła że nie jest źle. Długa, rozkloszowana suknia bez ramion ciągnęła się za nią niczym czerwony welon. Kochała czerwień. Mimo iż należała do domu Salazara, to po cichu zazdrościła Gryfonom ich barw. Czarne włosy upięła wysoko i przyozdobiła kok diamentową spinką. Usta były tego samego koloru co suknia, więc całość wyglądała niezwykle kusząco. Wzięła głęboki wdech i po chwili wyszła by odnaleźć towarzysza dzisiejszego wieczoru.

*

Osiemnasta zbliżała się wielkimi krokami. Hermiona siedziała na łóżku i czuła że z każdą chwilą robi się coraz bardziej zdenerwowana. Ginny obiecała zrobić jej makijaż, jednak jak na razie się nie pokazała. Gryfonka w międzyczasie wzięła prysznic, ubrała najlepszą bieliznę, wymodelowała włosy w lekkie fale i gdy skończyła zakładać suknię i buty, do pokoju weszła Ginny po wcześniejszym zapukaniu do drzwi.
- Ginny.. wyglądasz olśniewająco! - zachwyciła się Hermiona.
- Dziękuję. - uśmiechnęła się ruda.
Weasleyówna ubrana była w długą suknię bez ramion, w kolorze pudrowego różu. Długie i zazwyczaj proste włosy lekko podkręciła i upięła. Z gracją podeszła do Hermiony i kazała jej usiąść na wysokim stołku.
- Denerwujesz się? - zapytała gdy zaczęła nakładać podkład na twarz szatynki.
- Tak. - mruknęła kasztanowłosa. - Ale coraz mniej. To tylko bal... - dodała.
- Tylko bal mówisz? - uśmiechnęła się Ginny. - Spraw by to był "aż" bal. -
- Nie rozumiem. -
Rudowłosa przerwała malowanie oczu Hermiony i nachyliła się nad nią.
- Niech ten wieczór będzie niezapomniany. Dla ciebie i dla niego. - powiedziała i wróciła do makijażu. - On już na ciebie czeka. - dodała po chwili. - Stoi razem z Harrym przy kominku. Wygląda świetnie. -
- Jak dokładnie? - zdenerwowała się Hermiona i zacisnęła palce.
- Za chwilę sama się przekonasz. - droczyła się z nią Ginny. - Gotowe. - powiedziała po chwili i odsunęła się od przyjaciółki. Hermiona przejrzała się w lustrze i cały strach nagle jakby się ulotnił. Pomyślała, że za drzwiami czeka na nią on, a skoro on tam jest to nie ma czego się bać. Wyprostowała się, odrzuciła do tyłu długie, brązowe włosy i razem z Ginny wyszła z pokoju pewnym krokiem.

~

Stał wraz z Potterem przy kominku i modlił się w myślach by dzisiejszego wieczoru wszystko się udało. Nie czuł wyrzutów sumienia z racji iż nie posłuchał rady matki. Zdenerwowanie za to czuł z całkiem innego powodu. Z jej powodu. Wybraniec nie odzywał się ani jednym słowem, z początku tylko się przywitał i wyraził ubolewanie nad skonfiskowaniem jego miotły przez panią dyrektor, ale teraz milczał jak zaklęty. Dla Dracona było to nawet dobre, jednak po kilkunastu minutach stało się uciążliwe.
- Niezły garnitur. - wypalił nagle blondyn. Od razu po wypowiedzeniu tych słów poczuł się głupio, jednak musiał w duchu przyznać że szary garnitur Pottera pasował idealnie do jego czarnych włosów i zielonych oczu.
Harry spojrzał na niego zaskoczony, lecz po chwili uśmiechnął się nieznacznie.
- Dzięki, twój też jest świetny. - odparł. - Jak zwykle nieśmiertelna czerń. - dodał z rozbawieniem.
Draco już chciał coś odpowiedzieć, jednak w tym samym momencie drzwi do pokoju Gryfonki się otworzyły i w przejściu stanęła najpiękniejsza dziewczyna jaką w życiu widział. Była ubrana w długą, rozkloszowaną, białą suknię, której gorset w kształcie serca iskrzył się tysiącami małych diamentów. Jej brązowe włosy falowały lekko i zwiewnie opadały aż do pleców. Wyglądała niczym panna młoda w dniu ślubu. Ciemny, lecz nieprzesadzony makijaż wydobywał głębię jej spojrzenia i hipnotyzował. Nie był w stanie wykrztusić choćby słowa, patrzył na jej piękną, uśmiechniętą twarz i dziękował za ten moment wszystkim bóstwom. Widział jak podchodzi i zatrzymuje się zaraz obok niego, oprzytomniał dopiero gdy usłyszał jej głos.
- Witaj Draco. - powiedziała wciąż uśmiechając się lekko.
- Witaj. - odpowiedział i kilkakrotnie zamrugał. - Wyglądasz przepięknie.. - dodał po chwili.
- Dziękuję. - odparła.
Na chwilę zapanowała cisza, jednak Ginny po tym jak poprawiła Harryemu krawat niczym dowódca wzięła swojego chłopaka za rękę i wspólnie podeszli pod ramy obrazu.
- Idziemy? - rzuciła w stronę Dracona i Hermiony którzy wciąż się sobie przyglądali.
- Tak. - odparła jej Gryfonka pełnym podekscytowania głosem. Ujęła Ślizgona pod ramię i z bijącym sercem opuściła salon swojego dormitorium.

*

Na widok Wielkiej Sali Hermionie zaparło dech w piersiach. Poczuła się jakby trafiła do sali balowej Królowej Śniegu. Wszędzie wisiały girlandy białych kwiatów, lodowych sopli i iskrzących się srebrnych balonów. W tle słychać już było orkiestrę profesora Flitwicka. Blaise miał go zastąpić dopiero po pierwszym tańcu prefektów. Hermiona czuła na sobie wzrok zgromadzonych na sali osób. Wiedziała że w tej sukni z pewnością się wyróżnia, dodatkowo stała pod ramię z Draco Malfoyem co razem tworzyło nietypowy widok. Spojrzała na swojego partnera, który stał dumny i wyprostowany. Wciąż nie mogła się na niego napatrzeć. W czarnym, eleganckim fraku i zaczesanymi do tyłu blond włosami było widać od razu, jakiego jest pochodzenia. Był niczym najprawdziwszy książę, który tego wieczoru był tylko jej. Chciała w to wierzyć więc trzymała się tej myśli. Gdy profesor McGonagall jako nowa dyrektor Hogwartu skończyła wygłaszać mowę powitalną, rozległy się pierwsze tony tak dobrze znanej jej melodii. Wszyscy prefekci wraz z partnerami wyszli na środek i zaczęli się obracać w rytm walca. Hermiona spojrzała na Rona, ubranego w czarny garnitur i tańczącą w jego objęciach Lunę. Długa, granatowa suknia dziewczyny pięknie podkreślała jej wyprostowane blond włosy sięgające aż za pas. Obok dostrzegła Parvati z nieznanym jej Krukonem i Daphne Greengrass ubraną w ciemnozieloną, koronkową suknię która tańczyła wraz z Terencem Higgsem. Z powrotem spojrzała na swojego współlokatora, który widząc jej spojrzenie uśmiechnął się szczerze.
- Dobrze tańczysz. - szepnął.
- Ty też. - odpowiedziała.
Po kilku chwilach muzyka umilkła a pary stanęły pośrodku parkietu. Wszyscy zaczęli energicznie klaskać i powoli rozchodzić się w kierunku stolików.
- Pora rozkręcić tę imprezę. -
Hermiona odwróciła się i spojrzała na stojącego za nią Blaisea, ubranego w ciemnogranatowy garnitur, białą koszulę i czerwony krawat. Stojąca obok niego Pansy uśmiechnęła się lekko.
- Parząc na was zastanawiam się czy jesteśmy na balu, czy na weselu. - zażartował Zabini.
- Wyglądacie wspaniale. - dodała Pansy.
- Idźcie do stołu numer dwanaście. My zaraz też tam przyjdziemy. - powiedział mulat i po chwili wraz z Pansy zniknął w tłumie.
Draco znów wyciągnął w jej kierunku swoje ramię, więc nie czekając Gryfonka objęła go i wspólnie podeszli do stolika, przy którym siedział już Ron z Luną, Harry z Ginny oraz Neville ubrany w jasny garnitur z Hanną Abbot w złotej, iskrzącej sukni na ramiączkach.
- Hermiono wyglądasz cudownie! - zawołała Puchonka. - Niczym księżniczka. -
- Dziękuję Hanno, ty też wyglądasz wspaniale. - odparła Hermiona.
Draco odsunął dla niej krzesło i usiadł obok poprawiając frak.
Gdy pierwsze dania i napoje zostały zamówione (wystarczyło wziąć kartę menu i wypowiedzieć na głos co się chciało) do stołu dosiadł się Blaise z Pansy.
- Muzyka chyba przypadła do gustu. - powiedział i kiwnął głową w stronę parkietu zapełnionego tańczącymi uczniami. Hermiona tym razem nie zdziwiła się słysząc klubowe rytmy wyrwane wprost z mugolskich dyskotek. Mimo iż większość  uczniów nie miała z taką muzyką do czynienia, szybko wpadła im w ucho i sprawiła że co chwilę ktoś wstawał od stołu by zatańczyć.
- Zaczarowałem płyty tak by same się zmieniały co jakiś czas i bez obaw, wolne kawałki też będą. - dodał i wziął do ręki kartę menu. - Coś cienko z alkoholem... - mruknął. - Wino, szampan, cydr, żadnych mocnych wrażeń. - westchnął i wyciągnął z leżącej obok torby butelkę czystej wódki. Ron i Harry zrobili wielkie oczy.
- No co? - zapytał widząc ich miny. - To nasza ostatnia, duża impreza w tej szkole, chyba nie zamierzacie jej opijać sokiem z jabłek. - dodał i wyczarował wszystkim po kieliszku. - Nie mówię że mamy się tutaj schlać jak świnie, ale coś mocniejszego nie zaszkodzi. - powiedział z entuzjazmem i rozlał wszystkim alkohol. - Sto lat kochani, za Hogwart! - krzyknął, na co wszyscy jak jeden mąż opróżnili swoje kieliszki. Hanna wyglądała jakby połknęła żywy ogień.  Dziewczyny rzuciły się do szklanek by popić wódkę sokiem, a Harry, Ron, Blaise, Draco i Neville odkaszlnęli porządnie. Po dwóch godzinach, wielu drinkach i kilkudziesięciu piosenkach cała sala żyła już swoim własnym rytmem. Na parkiecie wciąż szalało mnóstwo osób, jednak wiele par rozpierzchło się gdzieś po sali. Nauczyciele zwracali coraz mniejszą uwagę na to kto, gdzie i z kim.
Hermiona zatańczyła już praktycznie ze wszystkimi i gdy ponownie usiadła przy stole, Draco nachylił się nad nią.
- Czy mogę prosić o kolejny taniec? - zapytał.
Gryfonka spojrzała na jego bladą i delikatnie roziskrzoną od neonów twarz. Oprócz pierwszego kieliszka i jednej lampki szampana prawie w ogóle nie pił. Przyglądał się jej podczas tańca i od czasu do czasu zajmował rozmową. Rozbrzmiała wolna melodia. Arystokrata wstał i wyciągnął przed siebie otwartą rękę. Hermiona podała mu swoją dłoń i po chwili znaleźli się na parkiecie. Serce zabiło jej mocniej gdy poczuła jak obejmuje ją w talii i przyciska mocniej do siebie. Zapach perfum i ciepło jego ciała sprawiło że poczuła się jak we śnie. Rękę którą trzymała na jego ramieniu przeniosła na jego kark. Zareagował od razu. Oplótł ją drugim ramieniem i przybliżył swoją twarz do jej własnej. Kręcili się nieśpiesznie patrząc sobie w oczy i od czasu do czasu uśmiechali. Nie potrzebowali słów, w tamtym momencie były całkowicie zbędne. Gdyby tylko chwila mogła trwać wiecznie, pomyśleli, to właśnie teraz. Ich twarze zbliżyły się do siebie jeszcze bardziej, poczuli jak wypełnia ich nieznane uczucie. Poczuli własne oddechy. Nie słyszeli jak zmienia się piosenka, nie widzieli przeszywających ich spojrzeń, jednak głosu pani dyrektor który był o kilka tonów głośniejszy nie dało się zignorować. Zapadła cisza a oni niechętnie odsunęli się od siebie.
- Moi drodzy, za dwadzieścia minut proszę wszystkich o zebranie się na parkiecie, będzie miało miejsce niezwykłe wydarzenie. - ogłosiła Minerva i gdy tylko skończyła na powrót rozbrzmiała muzyka.

- Ciekawe o co chodzi. - zastanowiła się głośno Hermiona. - Wybaczysz mi na chwilę? Muszę iść do toalety. - zwróciła się w kierunku Malfoya.
Ślizgon spojrzał na nią i uśmiechnął się lekko.
- Czekam. - odparł. 
Gryfonka czuła jak emocje wypełniają całe jej ciało. Gdy po kilku minutach wyszła z toalety na pusty korytarz usłyszała czyiś zimny, drwiący głos.
- Cześć Granger. -
Kasztanowłosa odwróciła się i zobaczyła Daphne Greengrass stojącą pod wielkim, witrażowym oknem przez które sączyło się księżycowe światło.
- Niezła kiecka. - kontynuowała blondynka. - Jednak niech ci się nie wydaje, że w czymkolwiek ci ona pomoże. - dodała.
- Nie wiem o co ci chodzi Daphne. - Hermiona zmarszczyła brwi.
Ślizgonka zaczęła podchodzić do niej wolnym krokiem i zatrzymała się na metr przed nią.
- Nie wiem czy wiesz, ale moi rodzice, oraz rodzice Dracona i Blaisea planują połączyć nasze rody. Dzisiejszego wieczoru to Astoria powinna być na twoim miejscu. Ale zamiast być tutaj, leży w swoim pokoju i płacze. Jesteś zadowolona? - zapytała ze złością.
- Nie cieszy mnie fakt że Astoria cierpi, ale nic na to nie poradzę. - odpowiedziała szatynka.
- I tu się mylisz Granger. Jeżeli nie chcesz by Astoria cierpiała, a w przyszłości i Draco, to daj mu spokój. Przestań za nim łazić. -
- Nie łażę za nim. - warknęła Hermiona.
- Możliwe, ale z resztą... On i tak nigdy nie będzie twój. Nawet jeśli założysz najdroższą kieckę, nawet jeśli zdobędziesz najwyższą ocenę z egzaminów i dostaniesz się do Ministerstwa, to zawsze będziesz tylko dziewczyną o mugolskiej krwi która nie ma ani pieniędzy, ani pozycji, ani chyba już nawet rodziny. - wysyczała Greengrass.
Hermiona poczuła jak ogarnia ją fala nie tyle wściekłości, co rozpaczy. Wzmianka o jej zaginionych rodzicach była powszechnie znana dzięki węszeniu Rity Skeeter, więc nie zdziwiła się że Daphne o tym wie. Jednak sposób w jaki o tym powiedziała dogłębnie ją zranił.
- Wykorzystaj ten wieczór na ile możesz Granger, to jeden z waszych ostatnich. - powiedziała i odeszła szybkim krokiem w kierunku Wielkiej Sali. 
Hermiona czuła że jeśli za chwilę nie weźmie się w garść, to nie będzie w stanie wrócić na bal. Wzięła kilka głębszych wdechów, wyprostowała się i wróciła do przyjaciół. Draco widząc ją podszedł do niej i objął ją w pasie.
Nie protestowała. Doskonale zdawała sobie sprawę z tego co chciała przekazać jej Daphne i wiedziała, że to mogą być ich ostatnie wspólne chwile. Czuła jak łzy napływają jej do oczu, chociaż tak bardzo starała się nad nimi zapanować.  Draco prowadził ją na parkiet gdzie zebrała się już większość uczniów i gdy wyszeptał jej do ucha
- Spójrz w górę. -
Podniosła wzrok i poczuła jak ogarnia ją ciepło. Sklepienie Wielkiej Sali stało się przeźroczyste, tak by można było widzieć całe niebo ponad zamkiem. Nagle panującą dookoła ciszę przerwał świst i po chwili czarne niebo roziskrzyło się od barw wystrzeliwujących w górę fajerwerków. Wybuchły oklaski i okrzyki zachwytu, gdy z każdą chwilą fajerwerki nabierały mocy i zmieniały kształty oraz kolory. Hermiona czuła się oszołomiona. Pani dyrektor nie przyznała jej na to funduszy, więc zastanawiała się kto zafundował szkole ten spektakl.
- Pomyślałem, że dzięki temu uczniowie jeszcze lepiej zapamiętają ten bal. - odezwał się nagle Draco.
- Więc.. to ty? - zapytała zdumiona.
Blondyn uśmiechnął się szczerze i kiwnął potwierdzająco głową. Hermiona poczuła w gardle dziwną wilgoć. Dostrzegała dobroć i wrażliwość którą miał głęboko ukrytą w sobie. Nie chciała tego tracić, nie teraz gdy właśnie dopiero zaczynała go odkrywać i poznawać jakim jest naprawdę. Poczuła w sercu ogromny ból na myśl, że jeszcze w te Święta, za kilka dni, Draco wraz z rodzicami sióstr Greengrass będzie omawiał zaręczyny z ich córką.
- Przepraszam... ja... ja.. - wydukała nerwowo i zaczęła się cofać.
- Coś się stało? - zapytał.
- Nie.. ja po porostu... nie mogę.. - powiedziała płaczliwym tonem, po czym pobiegła w kierunku wyjścia. Nie zauważyła jak z drugiego końca sali przygląda jej się pewna blondynka.

*

Jej kroki rozbrzmiewały w pustym korytarzu głośnym echem. Stukot obcasów niósł się po kolejnych schodach, aż w końcu stanęła przed obrazem prowadzącym do jej dormitorium, wypowiedziała hasło i gdy tylko przekroczyła próg rozpłakała się na dobre.
- Boże jaka ja jestem głupia!- jęknęła. Krzywołap spojrzał na nią i miauknął przeciągle, jednak Hermiona minęła go bez słowa wciąż płacząc donośnie i usiadła na podłodze przed kominkiem w którym palił się ogień. Wyciągnęła spod sukienki różdżkę, którą przypięła do jednej z pończoch i zaklęciem wyczarowała całe pudełko chusteczek i małe lusterko, po czym odłożyła różdżkę na stolik. Głośno wydmuchała nos i poprawiła makijaż. Nie miała zamiaru już wracać na bal, jednak wolała nie wyglądać jak panda, w razie gdyby ktoś jej szukał. Nie musiała długo czekać, po kilku minutach w salonie stanął wyraźnie poddenerwowany Draco.
- Co się stało? - zapytał.
- Nie podchodź, proszę. - powiedziała Hermiona wciąż na niego nie patrząc.
- Dlaczego? O co chodzi? - dopytywał. - To przez te fajerwerki? Wiem że to był twój pomysł ale McGonagall nie dała ci na nie funduszy. Pomyślałem że razem z Blaisem zrzucimy się na nie i zafundujemy szkole trochę miłych wrażeń. Baliśmy się czy dojdą na czas, ale George Weasley wysłał je ekspresem. Myślałem że ci się spodobają. - dodał zawiedziony.
- To co zrobiłeś, było naprawdę wspaniałe. - powiedziała cicho. - Dziękuję ci za te fajerwerki, były cudowne. - odparła.
- Więc dlaczego wybiegłaś i dlaczego płaczesz? -
Hermiona pokręciła głową i wstała z podłogi poprawiając suknię. Draco zbliżył się do niej ostrożnie i stanął obok niej.
- Czy zrobiłem coś co cię uraziło? - zapytał patrząc w ogień.
- To nie twoja wina. - odpowiedziała sucho.
- A może wyglądam nie tak jak powinienem? - dodał.
- To nie twoja wina Draco. -
- A może źle tańczyłem ,albo zaczęłaś się wstydzić tego że przyszłaś ze mną? - kontynuował podnosząc ton.
- To nie twoja wina. - odpowiedziała Hermiona i poczuła jak świeże łzy napływają je do oczu.
- Więc czyja do cholery?! - krzyknął. - Co zrobiłem że tak wspaniały wieczór zamienił się dla ciebie w koszmar, dlaczego nagle przestałaś się uśmiechać a zaczęłaś płakać?! Wiem że wszystko jest ze mną nie tak ,ale odpowiedz mi bo...
- To moja wina Draco! - przerwała mu Gryfonka. - Moja wina.. bo... bo wszyscy dookoła mają rację, a ja wciąż uparcie, coraz mocniej i głębiej wchodzę w to uczucie chociaż wiem jak to się skończy. Jestem taka głupia.. - powiedziała i spojrzała w jego zaskoczoną twarz. Serce zaczęło jej walić jak młotem i wydawało jej się że gdyby nie gorset, to już dawno wyskoczyłoby jej z piersi. - Kocham cię.. - powiedziała i poczuła jak wielki ciężar znika z jej ramion.
- Zakochałam się w tobie i wiem że to bez sensu, bo za kilka miesięcy znikniesz na zawsze z tej szkoły i już nigdy nie będzie mi dane rozmawiać z tobą tak jak teraz. Kocham cię Draco i przepraszam, bo wiem że jestem nikim. - dodała ze łzami w oczach i odwróciła się by zniknąć za drzwiami swojego pokoju. Jednak nim zrobiła choćby krok, poczuła jak jego ręka zaciska się na jej nadgarstku zmuszając ją tym samym do pozostania w miejscu.
- Nie jesteś nikim. - powiedział cicho.
Hermiona odwróciła się w jego stronę słysząc te słowa.
- Słucham? - zapytała.
- Nie jesteś nikim!- odparł hardo i w tym samym momencie przyciągnął ją do siebie. Jego usta były miękkie i ciepłe, tak samo jak jej. Myślała że to co się dzieje tylko jej się zdaje. Nawet gdyby chciała się uwolnić nie miała na to wystarczająco dużo siły. Zamknęła oczy i objęła go ramionami. Poczuła zawroty głowy, jakby nagle upiła się zbyt dużą ilością szampana. Gdy odsunął się od niej na kilka centymetrów wciąż obejmując ją w talii, zauważyła że oczy świecą mu jasnym blaskiem.
- Powtórz tamte słowa, powtórz tamto wyznanie. - poprosił.
Hermiona czując że ogarnia ją fala gorąca wypowiedziała to jeszcze raz.
- Kocham cię. - szepnęła.
Draco znów złączył ich usta w pocałunku i przybliżył Gryfonkę do siebie jeszcze bliżej. Pragnął jej mocniej, dłużej, bardziej. Czuł że oszalał z radości. Kocha go, tak mu powiedziała,a teraz jest z nim tak jak od dawna tego pragnął. Już nic go nie obchodziło. Więzy które do tej pory trzymały go jak na łańcuchu puściły niczym nadszarpany, zniszczony czasem sznurek. Pochłonięci sobą nie zauważyli jak Blaise wchodzi do salonu i widząc ich po cichu wycofuje się na korytarz. Po kilku chwilach, gdy oderwali się od siebie na moment Hermiona wzięła go za rękę i szepnęła patrząc mu w oczy.
- Chcę... być dzisiaj z tobą. - powiedziała i od razu się zarumieniła.
- Jestem tutaj. - odparł uśmiechnięty.
Gryfonka spuściła wzrok lecz po chwili znów na niego spojrzała i zaczęła prowadzić do jego pokoju.
- Hermiona? - Draco zmarszczył brwi i zatrzymał się w pół kroku. Gryfonka uwolniła swoją dłoń i zniknęła za drzwiami sypialni.
Poczuł jak jego serce przyśpiesza swój bieg. Nie był pewny czego do końca dziewczyna od niego oczekuje. Nie chciał źle odczytać jej sygnałów i sprawić że po chwili ucieknie z wrzaskiem. Wziął głęboki wdech i wszedł do swojego pokoju. Blask księżyca sprawiał iż w środku nie panowały egipskie ciemności, dzięki czemu zauważył że kasztanowłosa stoi obok łóżka i zdążyła już zdjąć buty.
- Ta suknia jest piękna, jednak ciężko w niej oddychać. - powiedziała i odwróciła się do Ślizgona plecami. - Pomożesz mi ją rozpiąć? - zapytała przerzucając włosy na jedno ramię.
Draco podszedł do niej i powoli, guzik za guzikiem, zaczął rozpinać jej gorset. Gdy skończył Gryfonka nie ruszyła się choćby o milimetr. Pełen emocji, lekko drżącymi rękami dotknął jej nagich ramion i pocałował w odsłoniętą szyję. Usłyszał jak Hermiona jęknęła z rozkoszy więc kontynuował pieszczotę. Nagle dziewczyna odwróciła się w jego stronę i pocałowała go w usta. Gdy przerwali pocałunek Hermiona jednym mocnym ruchem sprawiła że suknia opadła na podłogę, a ona została tylko w białej, koronkowej bieliźnie.
- Hermiono, czy ty... naprawdę tego chcesz? - zapytał.
Nie odpowiedziała mu, lecz przekroczyła leżącą pod nią suknię i stanęła naprzeciwko niego. Zdjęła mu frak i powoli zaczęła rozpinać guziki jego białej koszuli. Gdy rozpięła ją całkiem ściągnęła ją z jego ramion i odrzuciła w kąt. Zanim cokolwiek zrobiła wzięła jego lewą dłoń i odwróciła w ten sposób, by Mroczny Znak ukazał się jej w pełnej okazałości. Poczuła jak Draco zamiera. Przez chwilę gładziła jego przedramię, po czym przysunęła do niego swoje usta i pocałowała miejsce w którym znajdował się tatuaż. Spojrzała w jego zaskoczone oczy i powiedziała pewnym głosem
- Chcę. -
Jej gest wstrząsnął nim do głębi. Pokazała mu iż akceptuje go całego. Z całą jego przeszłością i brzemieniem jakie w sobie nosi. Nie umiał znaleźć w sobie odpowiednich słów więc zatopił palce w jej kasztanowych włosach i znów wpił się w jej malinowe, pełne usta. Poczuł jak Gryfonka rozpina mu pasek i opuszcza jego spodnie na podłogę. Po chwili Hermiona odsunęła się od niego i trzymając go za ręce położyła się z nim na łóżku. Wtulił się w jej dekolt, jakby w ramionach dziewczyny znalazł najbezpieczniejsze miejsce na świecie, a ona gładziła go po włosach i od czasu do czasu całowała w czubek głowy. Po kilku minutach, gdy ich oddechy się uspokoiły, podniósł się na ramionach i położył między jej nogami. Całując ją i delikatnie wodząc rękami po jej gładkim, miękkim ciele, powoli pozbył się jej, jak i swojej bielizny. Czuł że zaczynają płonąć mu policzki, co w jego życiu zdarzało się niezwykle rzadko.
- Draco?-
- Tak? - zapytał słysząc jej cichy głos.
- To mój pierwszy raz. - powiedziała zawstydzona.
- Prawdę mówiąc, mój też. - odparł i po chwili patrzenia sobie w oczy znów ją pocałował.

Podobno pierwsze razy, nie ważne czego by dotyczyły, zawsze są bolesne, niepewne i większość radzi by szybko o nich zapomnieć. Jednak oni nie czuli żadnej z tych rzeczy. Ich ciała połączyły się jak idealnie pasujące do siebie dwa elementy układanki. Serca biły w tym samym rytmie, oddechy układały się we wspólną pieśń. Jego pewność i siła dodawała jej odwagi. Jej miłość i oddanie pozbyła się wątpliwości z jego duszy. Byli jednym, chociaż nic tego wcześniej nie zapowiadało. Byli nierozłączni, chociaż przyszłość nie napawała ich optymizmem. Lecz ten wieczór był tylko ich i nic nie mogło tego zmienić. Czuli swoje oddechy i co chwilę patrzyli sobie w oczy by zapamiętać ich wyraz na zawsze. Na dworze panował siarczysty mróz, lecz w ich sercach płonęła żądza.
- Draco. - wyszeptała mu do ucha, na co on zamruczał z rozkoszą.
Dotykał jej ciała i doprowadzał ją do drżenia, jakby chciał zapamiętać ją całą dokładnie, wyryć w pamięci niczym w skale, na zawsze. Wiedział, że nawet gdyby już miał jej nigdy więcej nie zobaczyć, ona już na wieki będzie przy nim. Zapach jej skóry, drżenie jej ciała, szept delikatnego głosu. Nigdy nie czuł się tak szczęśliwy i smutny zarazem.
- Spójrz na mnie. -
Usłyszał jej głos i popatrzył w duże, brązowe oczy.
- Drżysz. - stwierdziła i czule dotknęła jego rozgrzanego policzka.
- Kocham cię. - powiedział po chwili i zauważył jak po twarzy Hermiony spływają łzy.
- Ja ciebie też. - szepnęła i pocałowała go namiętnie, by znów po chwili zatopić się w nieopisanej rozkoszy.

*

Przebudzała się powoli i jednocześnie czuła jak zaczyna boleć ją całe ciało. Jednak nie był to przykry ból, nie umiała tego nazwać, lecz nie czuła dyskomfortu. Przeciągnęła się niczym kot i spojrzała na prawo gdzie leżał Draco. Ku jej zaskoczeniu już nie spał, lecz opierał się na jednej ręce i wpatrywał w nią roześmianymi oczami.
- Dzień dobry. - powiedział i pocałował ją w usta.
- Dzień dobry. - odpowiedziała i zbliżyła się do niego by wtulić się w jego tors. Otoczył ją ramionami i pocałował we włosy.
- Wyspałaś się? - zapytał i pogładził wierzchem dłoni jej nagie plecy.
- Tak, a ty? -
- Nawet. - odparł. - Co powiesz na.. wspólny prysznic? - zapytał.
Hermiona wyczuła w jego głosie nutę zdenerwowania.
- Nie mam nic przeciwko. - odpowiedziała i uśmiechnęła się pod nosem.
- To chodźmy. - Blondyn puścił dziewczynę i wstał ubierając tylko bokserki. Hermiona okryła się prześcieradłem i choć wiedziała że za chwilę znów będzie naga, wolała drogę do łazienki pokonać będąc zakrytą. 
- Chwileczkę. – Malfoy zawrócił i wyjął z nocnej szafki ciemnofioletową fiolkę. Podszedł do Hermiony i podał jej ampułkę.
- Co to? – zapytała obracając fiolkę w dłoni.
- Eliksir antykoncepcyjny. – odparł. – Blaise dał mi kilka we wrześniu. Myślał że zacznę topić smutki w alkoholu i dziewczynach. – wzruszył ramionami i spojrzał na nią przepraszająco. – Jeden starcza na miesiąc. –  wyjaśnił.
Hermiona odkorkowała flakonik i jednym haustem wypiła jego zawartość. Przez moment poczuła w podbrzuszu uczucie mocnego chłodu, jednak po chwili wrażenie zniknęło.  Odłożyła pustą fiolkę na łóżko i wtuliła się w klatkę piersiową chłopaka.
-Chodź. – powiedział i ujął jej dłoń.
Szli trzymając się za ręce, lecz przed drzwiami do łazienki Hermiona zwróciła się w jego stronę.
- Czy mogłabym na chwilę zostać sama? -
- Oczywiście. - odpowiedział i puścił jej dłoń.
Gryfonka obiecała zaraz go zawołać, więc czym prędzej zamknęła za sobą drzwi i odrzuciła prześcieradło. Z zażenowaniem zauważyła że w kilku miejscach zdobią je duże, czerwone plamy. Automatycznie spojrzała między swoje nogi i zakryła usta dłonią. Na udach zastygła jej mała strużka krwi, więc natychmiast odkręciła wodę i weszła pod prysznic. Po chwili zawołała w kierunki drzwi że może wejść. Mimo iż wczoraj Draco widział ją zupełnie nago, blask dnia sprawił iż poczuła ogromny wstyd. Chłopak zdjął bokserki i powoli wszedł do dużej kabiny. Pocałował Hermionę w usta po czym przejechał rękami po włosach, by woda zmyła resztki żelu.
- Przyjemnie. - mruknęła szatynka gdy ciepłe strumienie odprężyły jej ciało. Blondyn w międzyczasie wziął do rąk mydło i powoli rozpieniał je po ich ciałach.
- Lubię ten zapach. - stwierdził gdy mydliny już całkowicie zniknęły.
- Truskawkowy, jak mój szampon. - uśmiechnęła się Hermiona.
- Właśnie dlatego go lubię. - odparł i pochylił się by pocałować ją w obojczyk.
Hermiona dotknęła jego mokrego torsu i z każdą chwilą schodziła coraz niżej, aż w końcu usłyszała cichy jęk wydobywający się z ust Malfoya.

~

Zapach jajecznicy na bekonie wypełniał cały salon. Dwadzieścia minut po skończonym śniadaniu poszli umyć zęby, gdyż Hermiona uparła się że muszą to zrobić.
- Na twojej szczoteczce jest jakieś dziwne zwierzę. - stwierdził Draco biorąc ja do rąk i obracając w palcach.
- To dziobak i wcale nie jest dziwny. - powiedziała Hermiona odbierając mu z rąk swoją szczoteczkę.
- Jaki producent umieszcza na szczoteczce do zębów dziobaka? - zapytał zdumiony.
- Australijski.. - odpowiedziała trochę bardziej smutno.
Draco objął ją w pasie od tyłu i położył głowę na jej ramieniu.
- Obiecuję ci, że po skończeniu szkoły razem ich poszukamy. - powiedział i pocałował ją w policzek.
Hermiona uśmiechnęła się blado. Nie chciała myśleć o przyszłości, o zakończeniu szkoły i tego co ich wtedy czeka. Zaczęła myć zęby i starała się nie myśleć o zbliżających się Świętach.
Gdy kilka minut później razem usiedli na kanapie, wpadł jej do głowy pewien pomysł.
- Draco.. - zaczęła nieśmiało. - Wiem że Wigilię i pierwsze dwa dni Świąt spędzasz z mamą... Ale co z resztą? - 
- To znaczy? - zapytał i przerwał rozlewanie herbaty do filiżanek.
- Masz jakieś plany? Na resztę wolnego i Sylwestra? Ja będę cały czas w domu babci i pomyślałam, oczywiście jeśli będziesz chciał, że drugi tydzień ferii mógłbyś spędzić u mnie. - powiedziała i spojrzała na niego z przejęciem.
- A co na to twoja babcia? - zapytał.
- Myślę, że nie będzie miała nic przeciwko. Spędzimy Święta same, więc.. -

- W takim razie w porządku. - odparł i podał jej filiżankę. - Chętnie poznam świat mugoli. - dodał i parsknął śmiechem widząc zszokowaną minę Gryfonki.